- Co tu robisz ?- pytam. Nie odpowiada, bo podchodzi Lodovica i Jorge.
- Lodo, to jest właśnie Carter. Carter, to moja najwspanialsza przyjaciółka Lodovica, a tamten chłopak to Jorge. - przedstawiam ich sobie. - To może usiądziemy ?
Siadamy do stolika. Zapada cisza. Pierwszy odzywa się Jorge.
- Kath, może opowiesz mi coś o sobie ? Bo nic o tobie nie wiem.
- Hmmm. Jasne. Urodziłam się w Rzymie. Lodovicę znam od urodzenia. Jest dla mnie jak starsza siostra. Gdy przeprowadzałam się do Barcelony, rodzina Lodo przeniosła się tam razem z nami, bo wiedzieli, że nie mogą nas rozdzielić. W obu tych miastach mam domy. Barcelona i Rzym są bardzo bliskie mojemu sercu. Przeżyłam tam wiele wspaniałych lat. Po przeniesieniu się do Buenos Aires poznałyśmy Candelarię i Albę. Kilka lat temu zaczęłam szkołę średnią w Londynie. Po wakacjach zaczynam ostatni rok. W Londynie mieszka również moja babcia. Podczas tych wakacji zamierzam jeszcze odwiedzić Rzym i Barcelonę, a tam...
- Nas też zamierzałaś odwiedzić Kath, czy ominąć szerokim łukiem ? - słyszę z tyłu bardzo dobrze znany mi głos. Odwracam się.
- Ethan ? - nie mogę uwierzyć własnym oczom. - Co ty tutaj robisz ? - podbiegam do przyjaciela.
- Nie tylko Ethan tutaj jest ślicznotko. - patrzę za plecy chłopaka.
Nie wieżę. Ja chyba śnię. Cały zespół. Ethan, Remmy,Damien no i Axel.
- Nie wieżę ! Chłopaki ! Co wy tutaj robicie ? Kiedy przylecieliście ?
- Nie wszystko na raz Kath. - śmieje się Damien, któremu jak zwykle, blond grzywka z czarnymi pasemkami opada na czoło.
Wszyscy wyglądają tak jak ich zapamiętałam.
Ethan i Damien, czyli ,, bliźnięta jing i jang ", całkowite przeciwieństwa, które idealnie ze sobą współgrają. Ethan ma czarne włosy z blond pasemkami, a Damien blond z czarnymi pasemkami. Z ubraniami jest podobnie jak z włosami. Gdy jeden ma białą kurtkę, drugi ma czarną, i tak w kółko, ale ich twarze i sylwetki są identyczne. Ten sam nos, te same czerwone usta, te same zielone oczy, które okalają czarne rzęsy. W zespole, Ethan gra na basie, a Damien na perkusji.
Remmy z pięknymi brązowymi lokami, sięgającymi do szyi i tymi wielkimi, niebieskimi oczami wygląda po prostu słodko. Na co dzień woli koszule, niż skórzane kurtki, które ubiera tylko na potrzeby zespołu. Zawsze uśmiechnięty i troskliwy o swoją dziewczynę Elen. Gra na keyboardzie.
No i Axel. Najtrudniejszy charakter. Tylko mi się udało tak naprawdę go poznać. Mamy za sobą długą wspólną historię, z nie za bardzo szczęśliwym zakończeniem. Grzywka czarna jak noc, opada mu na lewe oko. Niebieskie niczym szafir oczy spoglądają na mnie z troską, miłością i nienawiścią jednocześnie. W prawym kąciku dolnej wargi ma srebrnego kolczyka. Pełne, czerwone wargi, unoszą się w delikatnym półuśmiechu. Przez obcisłą, czarną koszulkę, widzę zarys pięknie wyrzeźbionego torsu. Na bluzkę ma założoną czarną skórzaną kurtkę. No i oczywiście do kompletu czarne spodnie i czarne glany.
- Cześć aniołku.- mówi tak cicho, że ledwo go słyszę.
Tylko on tak do mnie mówił. Nagle, po prostu zapominam o przyjaciółce, Jorge, zespole, nawet moim chłopaku. Podbiegam do niego ze łzami w oczach i wtulam się w jego koszulkę. Wszystkie wspomnienia wracają. Pierwsze spotkanie, chwile spędzone razem. Tylko Lodovica wie o co chodzi. Do niej miałam i mam największe zaufanie.
Czuję, że tusz spływa mi po twarzy. Dalej przytulam Axela, a jego ramiona wtulają mnie jego tors. Jestem przy nim taka malutka. Przewyższa mnie o półtorej głowy.
Nie wiem ile czasu tak stoimy. Może kilka minut, a może kilka godzin. Kto wie. Przy Axelu nie liczę czasu. Czuję na ramieniu delikatną dłoń przyjaciółki.
- Chodź. Wyjdziemy stąd na chwilę. Musisz ochłonąć. - szepcze mi do ucha Lodovica.
Kiwam głową, powoli odrywając się od chłopaka. Ostatni raz patrzę w smutne oczy Axela i idę za czarnowłosą w stronę łazienki.
piątek, 18 kwietnia 2014
Rozdział 4
- To wygląda naprawdę wspaniale ! - dotykam z westchnieniem moich włosów. - Dziękuję pani Comello.
- Nie ma za co Kathrine. Ślicznie w nich wyglądasz. No to śmigajcie dziewczyny. Pewnie Candelara i Alba już na was czekają.
Lodovica ciągnie mnie za rękę.
- W takim razie idziemy. Grazie mamo !
Schodzimy do garażu i wsiadamy do czerwonego mercedesa. Jedziemy ulicą, słuchając muzyki. Podjeżdżamy pod bajecznie oświetlony klub ,, Fantastic". Przed lokalem dostrzegamy przyjaciółki. Podchodzimy do nich.
- Czego nie jesteście w środku. - pyta Lodovica.
Alba wzdycha i odpowiada.
- Dostałyśmy telefon. Musimy już lecieć.
- Myślałam, że spędzimy trochę czasu razem. Tak dawno się nie widziałyśmy. - mówię.
- My też, ale co poradzić. Wrócimy pewnie w drugiej połowie wakacji. Do zobaczenia. - Candelaria przytula mnie.
Żegnamy się, a potem wchodzimy do środka. Błądzimy po sali, szukając stolika.
- Kath, Lodo! Tutaj! - odwracamy się. Jorge siedzi na skórzanej sofie niedaleko sceny. Idziemy w jego stronę. Siadamy.
- A gdzie Cande i Alba ?
Lodovica odpowiada mu. Patrzę na Jorge.
- Idę po coś do picia. Chcesz coś ?
Dopiero po chwili dociera do mnie pytanie dziewczyny.
- Tak. Wszystko jedno co.
Odchodzi w stronę barku. Rozglądam się po klubie. Mnóstwo ludzi. Na scenie pustka. Chyba na razie nikt nie ma odwagi na nią wyjść i zaśpiewać.Jorge podąża za moim wzrokiem.
- Chcesz zaśpiewać ? - pyta.
Kręcę głową. O nie, nie wyjdę na scenę. Chyba nie zauważył mojego protestu, bo ciągnie mnie w stronę sceny. Podaje mi mikrofon i wypycha na scenę. Słyszę znajomą muzykę. Jedna z moich ulubionych piosenek, które napisałam z Lodovicą po hiszpańsku. Skąd ona się tu wzięła ? Po chwili mam odpowiedź. Przyjaciółka stoi z Jorge przy koło DJ'a.
Ese sentimiento
Sensación llena de emoción
Siento la alegria que me provoca esta canción
Oye mi corazón como se acelera
Cuando el publico espera
No!
Nada me va a parar!
Que suba el telón chicas comienza la función!
Las luces
Los flashes
La musica sera la clave...
Applausos
En un momento
Nuestra voz va a tocar el cielo!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Peinarse y maquillarse
Los nervios a flor de piel
Es en el escenario
Donde mi sueńos veo nacer...
Oye mi corazón como se acelera
Cuando el publico espera
No!
Nada me va a parar!
Que suba el telón chicas comienza la función!
Las luces
Los flashes
La musica sera la clave...
Applausos
En un momento
Nuestra voz va a tocar el cielo!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
V-a-a-a-a
A-a-a...
Va empezar la fiesta
A-a-a-a!
A-a alcancemos las estrellas!
Yo quiero tocar...
Yo quiero ganar...
Cada corazón que me llegue a escuchar
Nuestro sueńos hacerlos realidad
La cima alcanzar
Preparenze el show va empezar
Las luces
La musica sera la clave...
Applausos
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
W sali rozbrzmiewają oklaski. Patrzę na przyjaciół. Są zachwyceni. Schodzę ze sceny.
- To było niesamowite ! - Lodo przytula mnie. Odwzajemniam uścisk.
- Tak, to było wspaniałe skarbie. - słyszę za plecami znajomy głos. Odwracam się i podbiegam do niego.
Całuję go.
- Cześć Carter. - mruczę.
- Nie ma za co Kathrine. Ślicznie w nich wyglądasz. No to śmigajcie dziewczyny. Pewnie Candelara i Alba już na was czekają.
Lodovica ciągnie mnie za rękę.
- W takim razie idziemy. Grazie mamo !
Schodzimy do garażu i wsiadamy do czerwonego mercedesa. Jedziemy ulicą, słuchając muzyki. Podjeżdżamy pod bajecznie oświetlony klub ,, Fantastic". Przed lokalem dostrzegamy przyjaciółki. Podchodzimy do nich.
- Czego nie jesteście w środku. - pyta Lodovica.
Alba wzdycha i odpowiada.
- Dostałyśmy telefon. Musimy już lecieć.
- Myślałam, że spędzimy trochę czasu razem. Tak dawno się nie widziałyśmy. - mówię.
- My też, ale co poradzić. Wrócimy pewnie w drugiej połowie wakacji. Do zobaczenia. - Candelaria przytula mnie.
Żegnamy się, a potem wchodzimy do środka. Błądzimy po sali, szukając stolika.
- Kath, Lodo! Tutaj! - odwracamy się. Jorge siedzi na skórzanej sofie niedaleko sceny. Idziemy w jego stronę. Siadamy.
- A gdzie Cande i Alba ?
Lodovica odpowiada mu. Patrzę na Jorge.
- Idę po coś do picia. Chcesz coś ?
Dopiero po chwili dociera do mnie pytanie dziewczyny.
- Tak. Wszystko jedno co.
Odchodzi w stronę barku. Rozglądam się po klubie. Mnóstwo ludzi. Na scenie pustka. Chyba na razie nikt nie ma odwagi na nią wyjść i zaśpiewać.Jorge podąża za moim wzrokiem.
- Chcesz zaśpiewać ? - pyta.
Kręcę głową. O nie, nie wyjdę na scenę. Chyba nie zauważył mojego protestu, bo ciągnie mnie w stronę sceny. Podaje mi mikrofon i wypycha na scenę. Słyszę znajomą muzykę. Jedna z moich ulubionych piosenek, które napisałam z Lodovicą po hiszpańsku. Skąd ona się tu wzięła ? Po chwili mam odpowiedź. Przyjaciółka stoi z Jorge przy koło DJ'a.
Ese sentimiento
Sensación llena de emoción
Siento la alegria que me provoca esta canción
Oye mi corazón como se acelera
Cuando el publico espera
No!
Nada me va a parar!
Que suba el telón chicas comienza la función!
Las luces
Los flashes
La musica sera la clave...
Applausos
En un momento
Nuestra voz va a tocar el cielo!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Peinarse y maquillarse
Los nervios a flor de piel
Es en el escenario
Donde mi sueńos veo nacer...
Oye mi corazón como se acelera
Cuando el publico espera
No!
Nada me va a parar!
Que suba el telón chicas comienza la función!
Las luces
Los flashes
La musica sera la clave...
Applausos
En un momento
Nuestra voz va a tocar el cielo!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
V-a-a-a-a
A-a-a...
Va empezar la fiesta
A-a-a-a!
A-a alcancemos las estrellas!
Yo quiero tocar...
Yo quiero ganar...
Cada corazón que me llegue a escuchar
Nuestro sueńos hacerlos realidad
La cima alcanzar
Preparenze el show va empezar
Las luces
La musica sera la clave...
Applausos
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
Va-a-a-a a empezar la fiesta
A-a alcancemos las estrellas!
W sali rozbrzmiewają oklaski. Patrzę na przyjaciół. Są zachwyceni. Schodzę ze sceny.
- To było niesamowite ! - Lodo przytula mnie. Odwzajemniam uścisk.
- Tak, to było wspaniałe skarbie. - słyszę za plecami znajomy głos. Odwracam się i podbiegam do niego.
Całuję go.
- Cześć Carter. - mruczę.
Rozdział 3
- Gdzie ona jest ? - Lodovica przeszukuje półki.
Siedzę na fotelu i patrzę na zakłopotaną przyjaciółkę.
- Lodo, nie musisz szukać tej sukienki. Mogę pojechać do domu i coś sobie znaleźć.
Kręci głową przecząco.
- I tak miałam ci ją oddać. Nie pasuje mi.
Jesteśmy same w pokoju Lodovici. Candelaria i Alba pojechały do siebie, żeby się przygotować na imprezę.
- Co jest w tej sukience nie tak ? - pytam.
- Jest na mnie za mała. A tak w ogóle to na tobie lepiej by leżała, bo jesteś ode mnie chudsza, niższa i ładniejsza.
Spoglądam w lustro. Wycieniowane, w kolorze jasnego brązu włosy sięgają mi do połowy pleców, grzywka na bok, duże oczy w kolorze czekolady ( jak mawia Lodovica ) okala wachlarz czarnych, grubych rzęs, ciemne brwi są idealnie wyrównane. Cande i Lodo przewyższają mnie o głowę, natomiast Alba o pół głowy. Moje ciało jest dla mnie wspaniałe. Drobne, ale za to kobiece.
- Znalazłam ! - krzyczy czarnowłosa.
Podaje mi czarną sukienkę, wykonaną z delikatnego, cienkiego materiału. Sukienka sięga mi przed kolano. Delikatny dekolt, kołnierzyk ozdobiony małymi diamencikami.
Lodovica rzuca mi buty. Czarne koturny. Przebieram się.
- Jak wyglądam ? - pytam.
- Olśniewająco !
Przyjaciółka szuka czegoś dla siebie, a ja w tym czasie maluję paznokcie na ciemny fiolet, podkreślam oczy kredką i rozczesuję włosy.
- Wyglądasz bosko. - komentuje dziewczyna. Spoglądam w jej kierunku. Czarna, świecąca tunika na ramiączka, sięga jej do połowy ud. Do tego srebrne leginsy i białe baletki. Ciemne, długie włosy związała w kok, a usta pomalowała czerwoną pomadką.
- Wow, Lodo. Prezentujesz się cudownie. - mówię i podbiegam do przyjaciółki.
- Kath, mamy jeszcze sporo czasu. Może chcesz przejrzeć moje nowe piosenki ?
- Jasne !
Podaje mi kartkę.
Un altro sogno infranto che non dà speranza, ma
Io non mi arrendo, non mi arrendo
Anche se il mondo va così
Il mondo mio continua e non mi arrendo
Non avrà fine ora quel che c'è intorno a me
Perché io vivo come se tutto è possibile
Io viaggerò nell'universo
E rivivrò attraverso i sogni miei, i sogni miei
Perché io viaggerò nell'universo
Ritroverò quello che ho perso
Giuro che lo farò
Se la mia vita fosse un film,
Lo guarderei soltanto per capire, capire
Gli errori che si fanno
Se ci sei dentro non li puoi sentire, sentire
Tornerei indietro, ora un modo troverò
Cancellerò tutto quanto per ricominciare
Io viaggerò nell'universo
E rivivrò attraverso i sogni miei, i sogni miei
Perché io viaggerò nell'universo
Ritroverò quello che perso
Giuro che lo farò
Non avrà fine ora quel che c'è intorno a me
Perché io vivo come se tutto è possibile
Io viaggerò nell'universo
E rivivrò attraverso i sogni miei, i sogni miei
Perché io viaggerò nell'universo
Ritroverò quello che perso
Giuro che lo farò
Wspaniała. Moja przyjaciółka zawsze miała zdolność do pisania pięknych piosenek.
Czuję jej wzrok na sobie.
- Ta piosenka jest świetna. Co się mi tak przyglądasz ?
- Ładnie byś wyglądała, jakbyś miała ombre. Taki blond dodał by ci tylko uroku. Idziemy do mojej mamy ?
Zastanawiam się. W sumie to na serio ładnie bym wyglądała.
- Idziemy. - śmieję się do niej.
Łapie mnie za ramię i wychodzimy z pokoju.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Wygląd głównej bohaterki to wygląd wokalistki zespołu Against The Current - Chrissy Costanzy.
Siedzę na fotelu i patrzę na zakłopotaną przyjaciółkę.
- Lodo, nie musisz szukać tej sukienki. Mogę pojechać do domu i coś sobie znaleźć.
Kręci głową przecząco.
- I tak miałam ci ją oddać. Nie pasuje mi.
Jesteśmy same w pokoju Lodovici. Candelaria i Alba pojechały do siebie, żeby się przygotować na imprezę.
- Co jest w tej sukience nie tak ? - pytam.
- Jest na mnie za mała. A tak w ogóle to na tobie lepiej by leżała, bo jesteś ode mnie chudsza, niższa i ładniejsza.
Spoglądam w lustro. Wycieniowane, w kolorze jasnego brązu włosy sięgają mi do połowy pleców, grzywka na bok, duże oczy w kolorze czekolady ( jak mawia Lodovica ) okala wachlarz czarnych, grubych rzęs, ciemne brwi są idealnie wyrównane. Cande i Lodo przewyższają mnie o głowę, natomiast Alba o pół głowy. Moje ciało jest dla mnie wspaniałe. Drobne, ale za to kobiece.
- Znalazłam ! - krzyczy czarnowłosa.
Podaje mi czarną sukienkę, wykonaną z delikatnego, cienkiego materiału. Sukienka sięga mi przed kolano. Delikatny dekolt, kołnierzyk ozdobiony małymi diamencikami.
Lodovica rzuca mi buty. Czarne koturny. Przebieram się.
- Jak wyglądam ? - pytam.
- Olśniewająco !
Przyjaciółka szuka czegoś dla siebie, a ja w tym czasie maluję paznokcie na ciemny fiolet, podkreślam oczy kredką i rozczesuję włosy.
- Wyglądasz bosko. - komentuje dziewczyna. Spoglądam w jej kierunku. Czarna, świecąca tunika na ramiączka, sięga jej do połowy ud. Do tego srebrne leginsy i białe baletki. Ciemne, długie włosy związała w kok, a usta pomalowała czerwoną pomadką.
- Wow, Lodo. Prezentujesz się cudownie. - mówię i podbiegam do przyjaciółki.
- Kath, mamy jeszcze sporo czasu. Może chcesz przejrzeć moje nowe piosenki ?
- Jasne !
Podaje mi kartkę.
Un altro sogno infranto che non dà speranza, ma
Io non mi arrendo, non mi arrendo
Anche se il mondo va così
Il mondo mio continua e non mi arrendo
Non avrà fine ora quel che c'è intorno a me
Perché io vivo come se tutto è possibile
Io viaggerò nell'universo
E rivivrò attraverso i sogni miei, i sogni miei
Perché io viaggerò nell'universo
Ritroverò quello che ho perso
Giuro che lo farò
Se la mia vita fosse un film,
Lo guarderei soltanto per capire, capire
Gli errori che si fanno
Se ci sei dentro non li puoi sentire, sentire
Tornerei indietro, ora un modo troverò
Cancellerò tutto quanto per ricominciare
Io viaggerò nell'universo
E rivivrò attraverso i sogni miei, i sogni miei
Perché io viaggerò nell'universo
Ritroverò quello che perso
Giuro che lo farò
Non avrà fine ora quel che c'è intorno a me
Perché io vivo come se tutto è possibile
Io viaggerò nell'universo
E rivivrò attraverso i sogni miei, i sogni miei
Perché io viaggerò nell'universo
Ritroverò quello che perso
Giuro che lo farò
Wspaniała. Moja przyjaciółka zawsze miała zdolność do pisania pięknych piosenek.
Czuję jej wzrok na sobie.
- Ta piosenka jest świetna. Co się mi tak przyglądasz ?
- Ładnie byś wyglądała, jakbyś miała ombre. Taki blond dodał by ci tylko uroku. Idziemy do mojej mamy ?
Zastanawiam się. W sumie to na serio ładnie bym wyglądała.
- Idziemy. - śmieję się do niej.
Łapie mnie za ramię i wychodzimy z pokoju.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Wygląd głównej bohaterki to wygląd wokalistki zespołu Against The Current - Chrissy Costanzy.
czwartek, 17 kwietnia 2014
Rozdział 2
Jedziemy do mojego domu. Nagle dzwoni mój telefon.
- Halo ? - mówię.
- Hej Kath ! To ja, Lodovica. - słyszę głos w słuchawce.
- Lodovica ?! Co u ciebie ?
- To teraz najmniej istotne. Wróciłaś już ? - pyta.
Zaniemówiłam. Co ona kombinuje ?
- W Buenos Aires. Czemu pytasz ?
W słuchawce zapada cisza. Mam zamiar się odezwać, gdy słyszę głos przyjaciółki.
- Wpadniesz do naszego ulubionego parku ?
- Nie jestem sama. Jest ze mną Carter. - mówię. Dużo razy opowiadałam przez telefon dziewczynom o nim, lecz nie miały okazji go poznać.
- Oh. No cóż, będzie musiał znaleźć sobie zajęcie, bo dziś cę porywamy. Do zobaczenia. Przyjdź o piętnastej pod fontannę.
Rozłącza się. Opowiadam Carterowi co mówiła Lodovica.
- Spędź trochę czasu z przyjaciółkami. Ja podrzucę twoje rzeczy do domu i pojadę się rozpakować, a później coś wymyślę.
- Dobrze.- zbliżam swoją twarz do jego twarzy.
- Będę tęsknił. - całuje mnie.
Jak ja go kocham. Podjeżdżamy pod park. Żegnam się z Carterem i wychodzę z taksówki. Świeże powietrze owiewa mi twarz. Tęskniłam za tym słońcem, delikatnym powietrzem i tym miastem. Ale jeszcze bardziej tęsknię za Barceloną. Moje alter-ego wymierza mi siarczysty policzek. Nie mogę myśleć o tamtych czasach. Tamtych wakacjach i tamtym chłopaku.
Robi mi się gorąco w mojej koszuli w czarno-czerwoną kratę, więc zdejmuję ją. W białym podkoszulku czuję się o wiele lepiej. Jakie to szczęście, że na lotnisku zdążyłam związać włosy w kok i założyć moją kochaną bandamkę. Koszulę przewiązuję w pasie. Mam jeszcze trochę czasu do spotkania z dziewczynami. Postanawiam przejść się po parku.
Przechodzę obok drzew, pomiędzy którymi, kiedyś spacerowałam z Lodovicą, Candelarią i Albą. Tyle chwil w jednym miejscu. Jestem niedaleko fontanny. Zauważam na krawędzi fontanny niebieską kartkę. Czytam.
,, POPATRZ W PRAWO."
Patrzę w wskazanym kierunku. Moja twarz się rozpromienia. Moje przyjaciółki stoją z kolorowymi balonami i wielkim napisem ,, Witaj w domu, Kathrine ! . Podbiegam do nich i przytulam każdą z osobna.
- Kochane moje wariatki! - krzyczę ze śmiechem.
- Ostatnio cię widziałyśmy w tamtym roku, więc postanowiłyśmy cię przywitać. - mówi Alba.
- Musimy się szykować na imprezę. - oznajmiła Candelaria patrząc na zegarek.
Rude, kręcone włosy ze złotymi przebłyskami opadają długimi kaskadami na plecy, a piegi na policzkach są wyraziste.
- Najpierw muszę odebrać słuchawki, które zostawiłam u przyjaciela na motocrosie. - wzdycha Alba poprawiając czarną burzę loków.
- No to idziemy. Nie ma czasu do stracenia. - uśmiecham się.
Idziemy przez park, rozmawiając o tym się zdarzyło, gdy mnie nie było. Obiecuję im podczas rozmowy, że jutro poznają Cartera. Po chwili słyszę ryk motorów. Alba wskazuje gdzie mamy iść. Otwiera przejście.
Wchodzimy. Podchodzę bliżej barierki by móc obejrzeć trening. Oglądam, ale nie widzę za dobrze.Wspinam się na pierwszy szczebel ogrodzenia, drugi. Wychylam się. Niestety za bardzo, bo już po chwili znajduję się na torze. Jestem zbyt sparaliżowana strachem, by się ruszyć. Jeden z zawodników zeskakuje z motocykla i przyciska mnie do ziemi. Maszyny przeskakują nad nami. Podnoszę się. Mój wybawiciel zdejmuje kask.
- Kathrine ? Co ty tutaj robisz ?- Jorge patrzy na mnie ze zdumieniem. Nie mogę wydobyć słowa.
- Prze... Przepraszam. Za bardzo wychyliłam się za barierkę. Przyszłam z przyjaciółkami. Alba chce odebrać słuchawki od znajomego.
Marszczy brwi.
- Alba ? Alba Navarro ? - pyta.
Przytakuję.
- Znasz ją ?
- Halo ? - mówię.
- Hej Kath ! To ja, Lodovica. - słyszę głos w słuchawce.
- Lodovica ?! Co u ciebie ?
- To teraz najmniej istotne. Wróciłaś już ? - pyta.
Zaniemówiłam. Co ona kombinuje ?
- W Buenos Aires. Czemu pytasz ?
W słuchawce zapada cisza. Mam zamiar się odezwać, gdy słyszę głos przyjaciółki.
- Wpadniesz do naszego ulubionego parku ?
- Nie jestem sama. Jest ze mną Carter. - mówię. Dużo razy opowiadałam przez telefon dziewczynom o nim, lecz nie miały okazji go poznać.
- Oh. No cóż, będzie musiał znaleźć sobie zajęcie, bo dziś cę porywamy. Do zobaczenia. Przyjdź o piętnastej pod fontannę.
Rozłącza się. Opowiadam Carterowi co mówiła Lodovica.
- Spędź trochę czasu z przyjaciółkami. Ja podrzucę twoje rzeczy do domu i pojadę się rozpakować, a później coś wymyślę.
- Dobrze.- zbliżam swoją twarz do jego twarzy.
- Będę tęsknił. - całuje mnie.
Jak ja go kocham. Podjeżdżamy pod park. Żegnam się z Carterem i wychodzę z taksówki. Świeże powietrze owiewa mi twarz. Tęskniłam za tym słońcem, delikatnym powietrzem i tym miastem. Ale jeszcze bardziej tęsknię za Barceloną. Moje alter-ego wymierza mi siarczysty policzek. Nie mogę myśleć o tamtych czasach. Tamtych wakacjach i tamtym chłopaku.
Robi mi się gorąco w mojej koszuli w czarno-czerwoną kratę, więc zdejmuję ją. W białym podkoszulku czuję się o wiele lepiej. Jakie to szczęście, że na lotnisku zdążyłam związać włosy w kok i założyć moją kochaną bandamkę. Koszulę przewiązuję w pasie. Mam jeszcze trochę czasu do spotkania z dziewczynami. Postanawiam przejść się po parku.
Przechodzę obok drzew, pomiędzy którymi, kiedyś spacerowałam z Lodovicą, Candelarią i Albą. Tyle chwil w jednym miejscu. Jestem niedaleko fontanny. Zauważam na krawędzi fontanny niebieską kartkę. Czytam.
,, POPATRZ W PRAWO."
Patrzę w wskazanym kierunku. Moja twarz się rozpromienia. Moje przyjaciółki stoją z kolorowymi balonami i wielkim napisem ,, Witaj w domu, Kathrine ! . Podbiegam do nich i przytulam każdą z osobna.
- Kochane moje wariatki! - krzyczę ze śmiechem.
- Ostatnio cię widziałyśmy w tamtym roku, więc postanowiłyśmy cię przywitać. - mówi Alba.
- Musimy się szykować na imprezę. - oznajmiła Candelaria patrząc na zegarek.
Rude, kręcone włosy ze złotymi przebłyskami opadają długimi kaskadami na plecy, a piegi na policzkach są wyraziste.
- Najpierw muszę odebrać słuchawki, które zostawiłam u przyjaciela na motocrosie. - wzdycha Alba poprawiając czarną burzę loków.
- No to idziemy. Nie ma czasu do stracenia. - uśmiecham się.
Idziemy przez park, rozmawiając o tym się zdarzyło, gdy mnie nie było. Obiecuję im podczas rozmowy, że jutro poznają Cartera. Po chwili słyszę ryk motorów. Alba wskazuje gdzie mamy iść. Otwiera przejście.
Wchodzimy. Podchodzę bliżej barierki by móc obejrzeć trening. Oglądam, ale nie widzę za dobrze.Wspinam się na pierwszy szczebel ogrodzenia, drugi. Wychylam się. Niestety za bardzo, bo już po chwili znajduję się na torze. Jestem zbyt sparaliżowana strachem, by się ruszyć. Jeden z zawodników zeskakuje z motocykla i przyciska mnie do ziemi. Maszyny przeskakują nad nami. Podnoszę się. Mój wybawiciel zdejmuje kask.
- Kathrine ? Co ty tutaj robisz ?- Jorge patrzy na mnie ze zdumieniem. Nie mogę wydobyć słowa.
- Prze... Przepraszam. Za bardzo wychyliłam się za barierkę. Przyszłam z przyjaciółkami. Alba chce odebrać słuchawki od znajomego.
Marszczy brwi.
- Alba ? Alba Navarro ? - pyta.
Przytakuję.
- Znasz ją ?
Uśmiecha się szeroko.
- Przyszła do mnie
odebrać słuchawki.
Zamieram. Jorge to przyjaciel Alby ? Chłopak wstaje z piachu
i pomaga mi się podnieść. Zabiera motocykl i wychodzimy ramię w ramię z toru.
Od razu podbiegają do nas wystraszone dziewczyny.
- Nic ci nie jest ? –
pyta Lodovica.
Kręcę głową.
- Widzę, że już się
poznaliście.- mówi Alba.
- Jakieś, kilka godzin temu.- odpowiada Jorge i
puszcza do mnie oczko. Rumienię się.
- Zaraz przyniosę
twoje słuchawki. – dodaje chłopak i rusza do namiotu.
Zostajemy same.
- Czego nie
powiedziałaś, że go znasz? – pyta z wyrzutem Candelaria.
Wywracam oczami.
- Cande, poznałam z pięćdziesięciu chłopaków w Anglii no i
jego na lotnisku. Mam ci się ze wszystkiego spowiadać ? Kogo poznałam, z kim
się spotykałam, co jadłam? Zresztą Carter też nic nie wie.
- Nie powiedziałaś
własnemu chłopakowi ? – wtrąca się Lodovica.
- Nie widzę powodu
dla którego miałabym mu powiedzieć.
Milkniemy, b nadchodzi Jorge.
- Następnym razem
pamiętaj, gdzie zostawiasz rzeczy Alba. A może pójdziemy do klubu karaoke ?
- Właśnie się tam
wybieramy, tylko nie wiem jak długo zostanę tam z Albą, bo wyjeżdżamy do
Paryża, więc gdy dostaniemy telefon to musimy lecieć.- wyznaje Candelaria.
- No to widzimy się
na miejscu.
Żegnamy się i wychodzimy. Za kilka godzin znowu go spotkam,
ale czy to będzie fair wobec Cartera?
piątek, 28 marca 2014
9. Kurtka
- Yyy... Tato... - kompletnie nie wiem co mówić.
- A te balony?! Od kogo je masz i czemu są w kształcie serca?
- Tato uspokój się.
- Jak mam się uspokoić, skoro spałaś z kurtką jakiegoś chłopaka, a nad tobą wiszą balony serca.
- Tato, te balony sama wczoraj kupiłam. - skłamałam.
- A kurtka? Jak to wytłumaczysz? Czyja to jest kurtka? Violetta dostaniesz szlaban! Nie będziesz nigdzie wychodzić!
- Tato!
- German! Co ty się dzieje? - do pokoju weszła Angie.
- To skandal! Violetta spała z kurtką jakiegoś chłopaka w ramionach!
- A te balony?! Od kogo je masz i czemu są w kształcie serca?
- Tato uspokój się.
- Jak mam się uspokoić, skoro spałaś z kurtką jakiegoś chłopaka, a nad tobą wiszą balony serca.
- Tato, te balony sama wczoraj kupiłam. - skłamałam.
- A kurtka? Jak to wytłumaczysz? Czyja to jest kurtka? Violetta dostaniesz szlaban! Nie będziesz nigdzie wychodzić!
- Tato!
- German! Co ty się dzieje? - do pokoju weszła Angie.
- To skandal! Violetta spała z kurtką jakiegoś chłopaka w ramionach!
sobota, 22 lutego 2014
8. Och Leon...
- Nie Leon. My nie powinniśmy.
- Dlaczego?
- Proszę, nie naciskaj na mnie.
- No dobrze. :)
- Leon.
- Tak?
- Ale po co było to porwanie? Nie mogłeś mnie normalnie zaprosić? Ogromnie się bałam!
- Haha :D Nie Violetta. Gdybym cię zapytał, nie zgodziłabyś się. A tak chociaż miałem pewność, że będziesz. Hahaha :d - znowu zaśmiał się chłopak. Gdy się uśmiechał, śmiał, a czasami nawet mówił, w jego policzkach robiły się słodkie dołeczki. A jego oczy promieniowały szczęściem na cały świat.
- Skąd wiesz?
- A nie mówiłem. - znów się roześmiał.
- Och Leon. Ale skąd wiedziałeś?
- Czułem to. Tu w sercu - wziął moją rękę i położył ją na swoją klatkę piersiową. Położył ją na sercu. Czułam jego szybsze bicie, któro razem z moim, tworzyło muzykę, muzykę miłości. Czas się zatrzymał... - Czułem to tak, jak...
- Może coś zjemy? - przerwałam mu psując tą niezwykłą atmosferę i wyciągnęłam rękę spod jego dłoni , bo wiedziałam co chce mi powiedzieć, wiedziałam, że chce mi wyznać miłość.
- Tak, dobrze. Ale dlaczego mi przerwałaś?
- Bo jestem głodna. - powiedziałam z szerokim uśmiechem przytulając się do jego ramienia.
- Dobrze, to może.. truskawki z bitą śmietaną? - i od razu wyciągnął ręce bo jedzenie. Namoczył truskawkę w bitej śmietanie i włożył mi do ust.
Gdy już przełknęłam, powiedziałam...
- Leon!
- Jeszcze jedną? - i powtórzył tą czynność. - Smaczne?
- Tak bardzo. :) Zagraj mi jeszcze tą drugą melodię, którą przedtem grałeś.
- No dobrze, ale nie pamiętam jak to leciało. - sięgnął po gitarę i zaczął grać i śpiewać .
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee ee
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.
Gdy już skończył, zapytałam.
- Nie pamiętasz jak to leciało? Haha :D Zagrałeś i zaśpiewałeś tą piosenkę identycznie jak przedtem, a mówiłeś, że nie znasz tej piosenki.
- Bo nie znam. Gdy patrzę na ciebie melodia i słowa same się ze mnie wylewają. Jesteś moją muzyką, jesteś moim tekstem. Jesteś moją inspiracją, jesteś moim natchnieniem.
Szybko odłożył gitarę, zbliżył swoje usta do moich...
Pocałował mnie, a ja odwzajemniłam pocałunek... mój pierwszy pocałunek...
To niezwykłe gdy całujesz osobę, którą kochasz. Wtedy cały świat się nie liczy... Jesteś tylko TY i ON i chcielibyście, by tak było już ZAWSZE! Zawsze i na zawsze.
Czas się zatrzymał...
Po ok. minucie...
- I jak? Było aż tak źle? - zapytała lekko śmiejąc się gdy skończyliśmy się całować.
- Leon.. - nie wiedziałam co mam powiedzieć. Czułam, że moje policzki pokryła wiśniowa czerwień. Ten pocałunek zrobił na mnie wielkie wrażenie, pozytywne! Czuję się jak w niebie. Nie, o wiele lepiej.
- Słucham, mów.
- To głupie... To mój pierwszy pocałunek, a ty pewnie całowałeś już wiele dziewczyn i...
- Nie. - przerwał mi z uśmiechem.
- Nie?
- Nie. To nie był pierwszy pocałunek dla mnie, ale oprócz ciebie, całowałem tylko jedną dziewczynę.
- Naprawdę?
- Tak. Nie całuję byle kogo. - poczułam, że kolor wiśniowych policzków był teraz bardziej intensywny. - Moje policzki też wyglądają teraz jak dojrzałe czereśnie wiszące na drzewie, które oświeca słońce? ;)
- A ja takie mam? - zapytałam znając odpowiedź.
- Tak. - zaśmiał się. - Uroczo tak wyglądasz.
- Dziękuję.
Nagle oprzytomniałam, przypomniałam sobie, że istnieje świat.!
- Leon, która godzina? - chłopak popatrzył na zegarek.
- 2:15.
- Już?! Ojejku, jak późno!
- Odwieźć cię do domu? - zapytał troskliwie, słodziak.
- Tak, tak. Pomóc ci posprzątać?
- Nie, nie trzeba. Jutro ogarnę to z Abdresem.
- Z Andresem?
- Tak. To mój najlepszy przyjaciel, a co?
- Nie nic. To jedziemy?
- Tak. Nie, chwilkę czekaj!
- O co chodzi? Coś się stało?
Chłopak nie odpowiedział. Odwiązał od ławki balony w kształcie serc, wypełnione helem, podszedł do mnie i przywiązał mi je do lewej ręki.
- Dla ciebie. - powiedział, po czym pocałował mnie w policzek.
- Och Leon, dziękuję! - teraz to ja pocałowałam go w policzek, na dowód wdzięczności.
- Więc jedziemy?
- Tak. - powiedziałam i zmierzyłam w stronę motoru.
- Poczekaj, kask.
Założył mi go i pojechaliśmy w kierunku domu.
Po pewnym czasie znaleźliśmy się pod moim mieszkaniem. Zsiadłam z motoru, zdjęłam kask.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Nie, to ja dziękuję. Cieszę się, że mogłem spędzić z tobą ten czas, sam na sam.
- Leon... Musze już iść.
- Do zobaczenia. - zszedł szybko z motoru i trzymając już wcześniej zdjęty kask w ręce, ucałował mnie w policzek.
- Dobranoc.
- Śnij o mnie.
- Weszłam do domu. Usłyszałam jak po jakimś czasie, motor rusza. Po cichu poszłam do pokoju, wszyscy spali. Na szczęście. Weszłam do pokoju.
- Och Leon. Leon, Leon, Leon... Tak mocno go kocham! - ściągnęłam balony i przywiązałam je do nóżki od stolika nocnego. I wtedy spostrzegłam. - O nie, nadal mam Leon kurtkę... - ściągnęłam ją, przytuliłam się do niej i powąchałam ją. Poczułam cudowny zapach jego drogich perfum. Położyłam się na łóżku i zasnęłam z jego kurtką w ramionach, a nade mną unosiły się lekko sercowe balony...
Rano:
- Violetta! Violetto! Wstawaj! - ktoś krzyknął zza drzwi. - Violetto wchodzę! Violetta wstawaj! Violu! - to był tata.
- Oj tato, chcę spać.
- Violetta jest już jedenasta! Wstawaj! - podszedł bliżej łóżka, na którym leżałam. - Chwila, co ty masz w rękach?
- Co? - zapytałam i wtedy sobie przypomniałam, kurtka Leona...
- Violetta to jest męska, skórzana kurtka! Skąd ją masz? Violetta co ty robiłaś w nocy?! Możesz mi wytłumaczyć?!
___________________________________________________________________
Rozdziały na razie bez gifów i zdj bo nie znalazłam odpowiednich ;oo a jeden miałam w głowie do zrobienia i dupa :( ale ok :)
wczoraj było najwięcej jak dotąd odwiedzin na blogu co mnie przeogromnie ucieszyło, a dokładnie było 230 WYŚWIETLEŃ w ciągu wczorajszego dnia :)
WOW, emocje xD ;3
DZIĘKUJĘ SERDECZNIE ♥ ale jednak wciąż zeroo komentarzy :(
- Dlaczego?
- Proszę, nie naciskaj na mnie.
- No dobrze. :)
- Leon.
- Tak?
- Ale po co było to porwanie? Nie mogłeś mnie normalnie zaprosić? Ogromnie się bałam!
- Haha :D Nie Violetta. Gdybym cię zapytał, nie zgodziłabyś się. A tak chociaż miałem pewność, że będziesz. Hahaha :d - znowu zaśmiał się chłopak. Gdy się uśmiechał, śmiał, a czasami nawet mówił, w jego policzkach robiły się słodkie dołeczki. A jego oczy promieniowały szczęściem na cały świat.
- Skąd wiesz?
- A nie mówiłem. - znów się roześmiał.
- Och Leon. Ale skąd wiedziałeś?
- Czułem to. Tu w sercu - wziął moją rękę i położył ją na swoją klatkę piersiową. Położył ją na sercu. Czułam jego szybsze bicie, któro razem z moim, tworzyło muzykę, muzykę miłości. Czas się zatrzymał... - Czułem to tak, jak...
- Może coś zjemy? - przerwałam mu psując tą niezwykłą atmosferę i wyciągnęłam rękę spod jego dłoni , bo wiedziałam co chce mi powiedzieć, wiedziałam, że chce mi wyznać miłość.
- Tak, dobrze. Ale dlaczego mi przerwałaś?
- Bo jestem głodna. - powiedziałam z szerokim uśmiechem przytulając się do jego ramienia.
- Dobrze, to może.. truskawki z bitą śmietaną? - i od razu wyciągnął ręce bo jedzenie. Namoczył truskawkę w bitej śmietanie i włożył mi do ust.
Gdy już przełknęłam, powiedziałam...
- Leon!
- Jeszcze jedną? - i powtórzył tą czynność. - Smaczne?
- Tak bardzo. :) Zagraj mi jeszcze tą drugą melodię, którą przedtem grałeś.
- No dobrze, ale nie pamiętam jak to leciało. - sięgnął po gitarę i zaczął grać i śpiewać .
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee ee
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.
Gdy już skończył, zapytałam.
- Nie pamiętasz jak to leciało? Haha :D Zagrałeś i zaśpiewałeś tą piosenkę identycznie jak przedtem, a mówiłeś, że nie znasz tej piosenki.
- Bo nie znam. Gdy patrzę na ciebie melodia i słowa same się ze mnie wylewają. Jesteś moją muzyką, jesteś moim tekstem. Jesteś moją inspiracją, jesteś moim natchnieniem.
Szybko odłożył gitarę, zbliżył swoje usta do moich...
Pocałował mnie, a ja odwzajemniłam pocałunek... mój pierwszy pocałunek...
To niezwykłe gdy całujesz osobę, którą kochasz. Wtedy cały świat się nie liczy... Jesteś tylko TY i ON i chcielibyście, by tak było już ZAWSZE! Zawsze i na zawsze.
Czas się zatrzymał...
Po ok. minucie...
- I jak? Było aż tak źle? - zapytała lekko śmiejąc się gdy skończyliśmy się całować.
- Leon.. - nie wiedziałam co mam powiedzieć. Czułam, że moje policzki pokryła wiśniowa czerwień. Ten pocałunek zrobił na mnie wielkie wrażenie, pozytywne! Czuję się jak w niebie. Nie, o wiele lepiej.
- Słucham, mów.
- To głupie... To mój pierwszy pocałunek, a ty pewnie całowałeś już wiele dziewczyn i...
- Nie. - przerwał mi z uśmiechem.
- Nie?
- Nie. To nie był pierwszy pocałunek dla mnie, ale oprócz ciebie, całowałem tylko jedną dziewczynę.
- Naprawdę?
- Tak. Nie całuję byle kogo. - poczułam, że kolor wiśniowych policzków był teraz bardziej intensywny. - Moje policzki też wyglądają teraz jak dojrzałe czereśnie wiszące na drzewie, które oświeca słońce? ;)
- A ja takie mam? - zapytałam znając odpowiedź.
- Tak. - zaśmiał się. - Uroczo tak wyglądasz.
- Dziękuję.
Nagle oprzytomniałam, przypomniałam sobie, że istnieje świat.!
- Leon, która godzina? - chłopak popatrzył na zegarek.
- 2:15.
- Już?! Ojejku, jak późno!
- Odwieźć cię do domu? - zapytał troskliwie, słodziak.
- Tak, tak. Pomóc ci posprzątać?
- Nie, nie trzeba. Jutro ogarnę to z Abdresem.
- Z Andresem?
- Tak. To mój najlepszy przyjaciel, a co?
- Nie nic. To jedziemy?
- Tak. Nie, chwilkę czekaj!
- O co chodzi? Coś się stało?
Chłopak nie odpowiedział. Odwiązał od ławki balony w kształcie serc, wypełnione helem, podszedł do mnie i przywiązał mi je do lewej ręki.
- Dla ciebie. - powiedział, po czym pocałował mnie w policzek.
- Och Leon, dziękuję! - teraz to ja pocałowałam go w policzek, na dowód wdzięczności.
- Więc jedziemy?
- Tak. - powiedziałam i zmierzyłam w stronę motoru.
- Poczekaj, kask.
Założył mi go i pojechaliśmy w kierunku domu.
Po pewnym czasie znaleźliśmy się pod moim mieszkaniem. Zsiadłam z motoru, zdjęłam kask.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Nie, to ja dziękuję. Cieszę się, że mogłem spędzić z tobą ten czas, sam na sam.
- Leon... Musze już iść.
- Do zobaczenia. - zszedł szybko z motoru i trzymając już wcześniej zdjęty kask w ręce, ucałował mnie w policzek.
- Dobranoc.
- Śnij o mnie.
- Weszłam do domu. Usłyszałam jak po jakimś czasie, motor rusza. Po cichu poszłam do pokoju, wszyscy spali. Na szczęście. Weszłam do pokoju.
- Och Leon. Leon, Leon, Leon... Tak mocno go kocham! - ściągnęłam balony i przywiązałam je do nóżki od stolika nocnego. I wtedy spostrzegłam. - O nie, nadal mam Leon kurtkę... - ściągnęłam ją, przytuliłam się do niej i powąchałam ją. Poczułam cudowny zapach jego drogich perfum. Położyłam się na łóżku i zasnęłam z jego kurtką w ramionach, a nade mną unosiły się lekko sercowe balony...
Rano:
- Violetta! Violetto! Wstawaj! - ktoś krzyknął zza drzwi. - Violetto wchodzę! Violetta wstawaj! Violu! - to był tata.
- Oj tato, chcę spać.
- Violetta jest już jedenasta! Wstawaj! - podszedł bliżej łóżka, na którym leżałam. - Chwila, co ty masz w rękach?
- Co? - zapytałam i wtedy sobie przypomniałam, kurtka Leona...
- Violetta to jest męska, skórzana kurtka! Skąd ją masz? Violetta co ty robiłaś w nocy?! Możesz mi wytłumaczyć?!
___________________________________________________________________
Rozdziały na razie bez gifów i zdj bo nie znalazłam odpowiednich ;oo a jeden miałam w głowie do zrobienia i dupa :( ale ok :)
wczoraj było najwięcej jak dotąd odwiedzin na blogu co mnie przeogromnie ucieszyło, a dokładnie było 230 WYŚWIETLEŃ w ciągu wczorajszego dnia :)
WOW, emocje xD ;3
DZIĘKUJĘ SERDECZNIE ♥ ale jednak wciąż zeroo komentarzy :(
piątek, 21 lutego 2014
7. Oczywiście... Diego...
- Co? - powiedział chłopak.
- Ymm...
- Jaki Diego? Nie wierzę... - i teraz dopiero zobaczyłam dokładnie jego twarz.
- Leon! Przepraszam!
- Nie, wiesz co, nie masz za co. Może lepiej odwiozę cię do domu. - powiedział ze zrezygnowaniem.
- Nie, nie! Stój! - krzyknęłam i podbiegłam do niego. Rzuciłam mu się na szyję. - Zostań. Rozmazało mi się w oczach i dlatego nie mogłam dokładnie zobaczyć kim jesteś.
- Haha, skoro tak bardzo prosisz. - zaśmiał się. - odsunęłam się od niego.
- To jest na prawdę takie śmieszne? To dlatego, że rozmazują mi się jeszcze oczy po tej opasce.
- Więc nie chcesz by to był Diego?
- Niee...
- To dobrze, bo wiesz, on chodzi z Ludmilą.
- Tak wiem... Chwila... To ty znasz Diego?
- Tak, to mój kolega, dobry kolega. Widzę, że ty też go znasz.
- Ooo. Tak, znam go. Ale nie mówmy o nim. To wszystko dla mnie? - spojrzałam na romantyczne otoczenie.
- Tak. Podoba ci się? - powiedział Leon takim głosem, który mnie zawsze pociągał. Chociaż znam go od niedawna, to dobrze znam ten głos, uwodzicielski głos, którym mówi tylko do mnie.
- Tak! Tu jest cudownie! - wstałam i znowu zaczęłam się rozglądać, podziwiając tą romantyczną atmosferę. I wtedy oprzytomniałam. Miałam oddalić się od Leona. A co ja robię?! To Lara ma się do niego zbliżyć. nie ja! Co mam zrobić?! - Ale po co to? - zapytałam.
- To dla ciebie.
- Tak wiem, ale po co? - zapytałam znowu psując całą atmosferę.
- Jeszcze nie zrozumiałaś? - oczywiście, że zrozumiałam! Spodobałam się Leonowi i to z wzajemnością, ale nie mogę tak postępować. To nie fair w stosunku do Lary. - Zimno ci? - Nie czekając na odpowiedź zdjął kurtkę i założył mi na ramiona. - Usiądź. - Zaczęłam się oddalać, by przycupnąć tam gdzie wcześniej. - Nie, Violetta, usiądź obok mnie.
- OK. - Powiedziałam wkładając ręce w kurtkę.
Leon wziął gitarę leżącą obok niego i zaczął śpiewać i grać piosenkę.
Es por lo momentos que parezco invisible
Y solo yo entiendo lo que me hiciste
Mirame bien, dime quien es el mejor
Cerca de ti, irresistible
Una actuacion, poco creible
Mirame bien, dime quien es el mejor
Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
- I jak? - zapytał?
- Och Leon, było cudownie. Piękna piosenka. Sam ją napisałeś?
- Tak, sam. Gdy śpiewam dla ciebie na pewno brzmi jeszcze lepiej. - powiedział romantycznie, po chwili zaśmiał się, a ja się zarumieniłam.
- Mm, jak nazywa się ta piosenka?
- Voy por ti.
- Świetna! Cudownie śpiewasz i grasz. - Leon się uśmiechnął.
W tej chwili chłopak zaczął znów coś grać, tym razem inną melodię.
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee ee
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.
-Ooo, piękna. Jak ta się nazywa? - zapytałam.
- Nie wiem. - powiedział chłopak w zamyśleniu patrząc na mnie, gdy śpiewał cały czas patrzył na mnie. Odłożył gitarę. - Patrzyłem na ciebie, melodia i tekst same ze mnie wyszły.
Chłopak zbliżył się do mnie... Nasze usta co raz bardziej zaczęły się do siebie zbliżać...
- Ymm...
- Jaki Diego? Nie wierzę... - i teraz dopiero zobaczyłam dokładnie jego twarz.
- Leon! Przepraszam!
- Nie, wiesz co, nie masz za co. Może lepiej odwiozę cię do domu. - powiedział ze zrezygnowaniem.
- Nie, nie! Stój! - krzyknęłam i podbiegłam do niego. Rzuciłam mu się na szyję. - Zostań. Rozmazało mi się w oczach i dlatego nie mogłam dokładnie zobaczyć kim jesteś.
- Haha, skoro tak bardzo prosisz. - zaśmiał się. - odsunęłam się od niego.
- To jest na prawdę takie śmieszne? To dlatego, że rozmazują mi się jeszcze oczy po tej opasce.
- Więc nie chcesz by to był Diego?
- Niee...
- To dobrze, bo wiesz, on chodzi z Ludmilą.
- Tak wiem... Chwila... To ty znasz Diego?
- Tak, to mój kolega, dobry kolega. Widzę, że ty też go znasz.
- Ooo. Tak, znam go. Ale nie mówmy o nim. To wszystko dla mnie? - spojrzałam na romantyczne otoczenie.
- Tak. Podoba ci się? - powiedział Leon takim głosem, który mnie zawsze pociągał. Chociaż znam go od niedawna, to dobrze znam ten głos, uwodzicielski głos, którym mówi tylko do mnie.
- Tak! Tu jest cudownie! - wstałam i znowu zaczęłam się rozglądać, podziwiając tą romantyczną atmosferę. I wtedy oprzytomniałam. Miałam oddalić się od Leona. A co ja robię?! To Lara ma się do niego zbliżyć. nie ja! Co mam zrobić?! - Ale po co to? - zapytałam.
- To dla ciebie.
- Tak wiem, ale po co? - zapytałam znowu psując całą atmosferę.
- Jeszcze nie zrozumiałaś? - oczywiście, że zrozumiałam! Spodobałam się Leonowi i to z wzajemnością, ale nie mogę tak postępować. To nie fair w stosunku do Lary. - Zimno ci? - Nie czekając na odpowiedź zdjął kurtkę i założył mi na ramiona. - Usiądź. - Zaczęłam się oddalać, by przycupnąć tam gdzie wcześniej. - Nie, Violetta, usiądź obok mnie.
- OK. - Powiedziałam wkładając ręce w kurtkę.
Leon wziął gitarę leżącą obok niego i zaczął śpiewać i grać piosenkę.
Es por lo momentos que parezco invisible
Y solo yo entiendo lo que me hiciste
Mirame bien, dime quien es el mejor
Cerca de ti, irresistible
Una actuacion, poco creible
Mirame bien, dime quien es el mejor
Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
- I jak? - zapytał?
- Och Leon, było cudownie. Piękna piosenka. Sam ją napisałeś?
- Tak, sam. Gdy śpiewam dla ciebie na pewno brzmi jeszcze lepiej. - powiedział romantycznie, po chwili zaśmiał się, a ja się zarumieniłam.
- Mm, jak nazywa się ta piosenka?
- Voy por ti.
- Świetna! Cudownie śpiewasz i grasz. - Leon się uśmiechnął.
W tej chwili chłopak zaczął znów coś grać, tym razem inną melodię.
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee ee
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.
-Ooo, piękna. Jak ta się nazywa? - zapytałam.
- Nie wiem. - powiedział chłopak w zamyśleniu patrząc na mnie, gdy śpiewał cały czas patrzył na mnie. Odłożył gitarę. - Patrzyłem na ciebie, melodia i tekst same ze mnie wyszły.
Chłopak zbliżył się do mnie... Nasze usta co raz bardziej zaczęły się do siebie zbliżać...
piątek, 14 lutego 2014
6. Sprzeczność
Jechaliśmy jeszcze przez chwilę. Chłód przenikał mnie co raz bardziej. Zatrzymaliśmy się w odległości około 8 metrów od świecącej się latarni, jedynej wśród mroku. Nie wiedziałam co mam robić. Strach kompletnie zagłuszył moje myśli.
- Zejdź z motoru. - powiedział mężczyzna. - Zamknij oczy.
- Zrobiłam to co mi rozkazał. Chociaż nie wiem po co zamknęłam oczy. Jest ciemno, ja nie zobaczyłabym jego twarzy, a on moich oczu. Po chwili stanął przede mną i zdjął mi z głowy kask.
- Nie opieraj się. - powiedział.
- Nie rozumiem. - powiedziałam totalnie przerażona i w tej chwili poczułam jak zakłada mi jakąś przepaskę na oczy i wiąże z tyłu głowy. - Ale co ty robisz? - powiedziałam.
- Ciii.- Wziął mnie na ręce. - Teraz gdzieś pójdziemy, a ty masz być mi posłuszna i się nie odzywać.
Znowu go posłuchałam. Mimo iż drżałam ze strachu, to w jego ramionach czułam się bezpiecznie. Dziwne. Z jednej strony,chcę wrócić do domu, rodziny, swojego ciepłego łózka, ale z drugiej, chcę by tej nocy jego ciepłe objęcia przykrywały moje zimne, drżące ciało.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego ty mnie porywasz? Co to ci da? - złamałam jego zakaz i zaczęłam pytać. - To bez sensu. - Chłopak zaśmiał się. Skądś znałam ten śmiech.
- Wkrótce dowiesz się wszystkiego.
- Ale po co ci jestem potrzebna? Dlaczego to właśnie ja?
- Hej, hej, hej. Nie rozpędzaj się. To ja tutaj wyznaczam warunki, nie ty! Zapamiętaj to sobie. - powiedział oburzony i zdenerwowany.
- Dobrze. - strach jeszcze bardziej we mnie wszedł.
- Milcz!
Przycisną moje drobne ciało do swojego umięśnionego (co było czuć nawet przez kurtkę) ciała jeszcze bardziej, jakby chciał przelać na mnie to ciepło, które wylewało się z jego środka, mimo tych zimnych i szorstkich słów i zachowań. Ten chłopak jest pełen sprzeczności.
Szliśmy, właściwie tylko on, ze mną na rękach, jeszcze przez przez chwilę, aż położył mnie na gładkim kocu lub czymś podobnym.
- Zamknij oczy. - powiedział.
- Przecież i tak nic nie widzę.
- Zamknij oczy. - powtórzył lecz tym razem w jego głosie było więcej stanowczości, ale i zarazem spokoju, więc go posłuchałam.
Poczułam jak odwiązuje mi chustkę, którą miałam na oczach, ściąga ją... i w tej chwili poczułam, jak bardzo przywiązałam się do tajemniczego chłopaka i że jakaś część mnie nie chce wiedzieć kim tak naprawdę jest ten mężczyzna.. Usłyszałam kroki.
- Otwórz oczy.
Otworzyłam. Siedziałam w piżamie, trzęsąc się z zimna, na dużym, czerwonym kocu pod latarnią. Na kocu spoczywało mnóstwo jedzenia i słodkości, sok, kubki ze słodkimi nadrukami, a obok nich koszyk piknikowy. Z mojej lewej strony, stała ławka, na niej kilkadziesiąt świeczek zapachowych, których czekoladowo-waniliowo-truskawkowa woń unosiła się wokół nas. Do ławki przywiązane były balony w kształcie serca wypełnione helem, były w kolorach pudrowego różu, różu i czerwieni. Nad ławką rosło wielkie drzewo, na którym kwitły różowe kwiaty. Wokół koca i na nim były rozsypane czerwone, różowe, żółte i pomarańczowe płatki róż. A na środku stał wazon, w którym były dwie dojrzałe czerwone róże. Obok niego w miseczce leżały, ładnie poukładane, czerwone truskawki, obok nich w oddzielnej miseczce bita śmietana, a dalej mus czekoladowy... Och, jak tu romantycznie. Dopiero teraz spojrzałam na chłopaka, który siedział na drugim końcu kocu przede mną.obok niego leżała gitara. Jego twarz, którą rozjaśniało światło latarni i lekkie, unoszące się na wietrze, płomyczki świec, nieco mi się rozmazała, ale zaraz obraz się wyostrzył,
- Diego?!
- Zejdź z motoru. - powiedział mężczyzna. - Zamknij oczy.
- Zrobiłam to co mi rozkazał. Chociaż nie wiem po co zamknęłam oczy. Jest ciemno, ja nie zobaczyłabym jego twarzy, a on moich oczu. Po chwili stanął przede mną i zdjął mi z głowy kask.
- Nie opieraj się. - powiedział.
- Nie rozumiem. - powiedziałam totalnie przerażona i w tej chwili poczułam jak zakłada mi jakąś przepaskę na oczy i wiąże z tyłu głowy. - Ale co ty robisz? - powiedziałam.
- Ciii.- Wziął mnie na ręce. - Teraz gdzieś pójdziemy, a ty masz być mi posłuszna i się nie odzywać.
Znowu go posłuchałam. Mimo iż drżałam ze strachu, to w jego ramionach czułam się bezpiecznie. Dziwne. Z jednej strony,chcę wrócić do domu, rodziny, swojego ciepłego łózka, ale z drugiej, chcę by tej nocy jego ciepłe objęcia przykrywały moje zimne, drżące ciało.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego ty mnie porywasz? Co to ci da? - złamałam jego zakaz i zaczęłam pytać. - To bez sensu. - Chłopak zaśmiał się. Skądś znałam ten śmiech.
- Wkrótce dowiesz się wszystkiego.
- Ale po co ci jestem potrzebna? Dlaczego to właśnie ja?
- Hej, hej, hej. Nie rozpędzaj się. To ja tutaj wyznaczam warunki, nie ty! Zapamiętaj to sobie. - powiedział oburzony i zdenerwowany.
- Dobrze. - strach jeszcze bardziej we mnie wszedł.
- Milcz!
Przycisną moje drobne ciało do swojego umięśnionego (co było czuć nawet przez kurtkę) ciała jeszcze bardziej, jakby chciał przelać na mnie to ciepło, które wylewało się z jego środka, mimo tych zimnych i szorstkich słów i zachowań. Ten chłopak jest pełen sprzeczności.
Szliśmy, właściwie tylko on, ze mną na rękach, jeszcze przez przez chwilę, aż położył mnie na gładkim kocu lub czymś podobnym.
- Zamknij oczy. - powiedział.
- Przecież i tak nic nie widzę.
- Zamknij oczy. - powtórzył lecz tym razem w jego głosie było więcej stanowczości, ale i zarazem spokoju, więc go posłuchałam.
Poczułam jak odwiązuje mi chustkę, którą miałam na oczach, ściąga ją... i w tej chwili poczułam, jak bardzo przywiązałam się do tajemniczego chłopaka i że jakaś część mnie nie chce wiedzieć kim tak naprawdę jest ten mężczyzna.. Usłyszałam kroki.
- Otwórz oczy.
Otworzyłam. Siedziałam w piżamie, trzęsąc się z zimna, na dużym, czerwonym kocu pod latarnią. Na kocu spoczywało mnóstwo jedzenia i słodkości, sok, kubki ze słodkimi nadrukami, a obok nich koszyk piknikowy. Z mojej lewej strony, stała ławka, na niej kilkadziesiąt świeczek zapachowych, których czekoladowo-waniliowo-truskawkowa woń unosiła się wokół nas. Do ławki przywiązane były balony w kształcie serca wypełnione helem, były w kolorach pudrowego różu, różu i czerwieni. Nad ławką rosło wielkie drzewo, na którym kwitły różowe kwiaty. Wokół koca i na nim były rozsypane czerwone, różowe, żółte i pomarańczowe płatki róż. A na środku stał wazon, w którym były dwie dojrzałe czerwone róże. Obok niego w miseczce leżały, ładnie poukładane, czerwone truskawki, obok nich w oddzielnej miseczce bita śmietana, a dalej mus czekoladowy... Och, jak tu romantycznie. Dopiero teraz spojrzałam na chłopaka, który siedział na drugim końcu kocu przede mną.obok niego leżała gitara. Jego twarz, którą rozjaśniało światło latarni i lekkie, unoszące się na wietrze, płomyczki świec, nieco mi się rozmazała, ale zaraz obraz się wyostrzył,
- Diego?!
5. Porwanie
- Aaaaaaa! - zaczęłam krzyczeć. - Pomocy! Ratunku! Aaaaa! Ludzie pomóżcie mi! Ktoś na mnie napadł!
W tej chwili czyjaś ręka zatkała mi usta, tak dokładnie, że nie mogłam nic wykrzyczeć ani powiedzieć. Próbowałam ugryźć tego kogoś, jakoś się bronić, ale nic z tego. Ten ktoś był o wiele ode mnie silniejszy, a strach mnie kompletnie sparaliżował. Strasznie się boję. Ktoś mnie porywa, a ja nie jestem w stanie nic z tym zrobić.
Poczułam jak ktoś zakłada mi na głowę kask, jednak jedną ręką ciągle przytrzymuje mi usta i dociska mnie do ogrodzenia bym nie uciekła.
- A teraz zrobisz to, ci ja ci każę, albo będzie źle z tobą i z twoją rodziną. - jakiś mężczyzna powiedział to nieznanym mi głosem. Po głowie zaczęły chodzić mi najgorsze myśli. Co robić?!
- Dobrze, ale proszę nie rób nam krzywdy. - powiedziałam gdy wziął dłoń z moich ust.
- Zobaczymy, ale masz nie krzyczeć i się nie opierać. - ton tego zdecydowanego głosu mnie przerażał.
- Okey. - powiedziałam, choć chciałam wołać o pomoc ze wszystkich swoich sił.
- Siadaj na motor. - powiedział chłopak w kasku, ale teraz jego głos zabrzmiał dziwnie znajomo.
- Chwila, czy my się nie znamy? - zapytałam.
- Nie! Wsiadaj na motor! - powiedział głośniej.
Wystraszyłam się jeszcze bardziej, więc posłusznie wykonałam polecenie. Jaka ja jestem głupia. I po co o to pytałam? Wsiadłam na motor. Po chwili chłopak usiadł przede mną.
- Złap mnie w pasie. - objęłam go. Nagle przypomniałam sobie, że jestem w piżamie.
- Ej, chwila. Jestem w piżamie.
- Nieważne! - odpowiedział z obojętnością i w tej chwili ruszył.
Po ok. 5 min. drogi zapytałam.
- Ale czy my się na pewno nie znamy?
- Stul twarz! Albo za to zapłacisz! - krzyknął kierowca. - Nie znasz mnie! Nigdy mnie nie widziałaś! Czy ty się w końcu zamkniesz?!
Bardzo się przeraziłam, widocznie mocno wkurzyłam mężczyznę, lepiej już nie będę się odzywać i spróbuję się opanować, chociaż będzie to bardzo trudne... Lepiej, by nic mi się ni stało, mi, a szczególnie mojej rodzinie. Nie, to nie może być ktoś kogo znam. Nikt z moich znajomych tak się nie zachowuje. Widać mówi on prawdę.
Po ok. 10 minutach wjechaliśmy w bardzo ciemną ulicę. Ten mrok sprawił, że chłód jeszcze bardziej mnie dotknął. Ale siedziałam dalej w krótkiej piżamie nie odzywając się.
Nie świeciły się tu żadne światła i latarnie, nic kompletnie, ciemno i głucho naokoło. Chociaż.. Jedyne co dawało światło to światła motoru i jakiś oddalony punkt. A dźwięk? Tylko silnik motoru, woda, tak woda, chyba płynie obok jakiś strumień albo rzeka i moje szczerkanie zębów ze strachu i z zimna...
W tej chwili czyjaś ręka zatkała mi usta, tak dokładnie, że nie mogłam nic wykrzyczeć ani powiedzieć. Próbowałam ugryźć tego kogoś, jakoś się bronić, ale nic z tego. Ten ktoś był o wiele ode mnie silniejszy, a strach mnie kompletnie sparaliżował. Strasznie się boję. Ktoś mnie porywa, a ja nie jestem w stanie nic z tym zrobić.
Poczułam jak ktoś zakłada mi na głowę kask, jednak jedną ręką ciągle przytrzymuje mi usta i dociska mnie do ogrodzenia bym nie uciekła.
- A teraz zrobisz to, ci ja ci każę, albo będzie źle z tobą i z twoją rodziną. - jakiś mężczyzna powiedział to nieznanym mi głosem. Po głowie zaczęły chodzić mi najgorsze myśli. Co robić?!
- Dobrze, ale proszę nie rób nam krzywdy. - powiedziałam gdy wziął dłoń z moich ust.
- Zobaczymy, ale masz nie krzyczeć i się nie opierać. - ton tego zdecydowanego głosu mnie przerażał.
- Okey. - powiedziałam, choć chciałam wołać o pomoc ze wszystkich swoich sił.
- Siadaj na motor. - powiedział chłopak w kasku, ale teraz jego głos zabrzmiał dziwnie znajomo.
- Chwila, czy my się nie znamy? - zapytałam.
- Nie! Wsiadaj na motor! - powiedział głośniej.
Wystraszyłam się jeszcze bardziej, więc posłusznie wykonałam polecenie. Jaka ja jestem głupia. I po co o to pytałam? Wsiadłam na motor. Po chwili chłopak usiadł przede mną.
- Złap mnie w pasie. - objęłam go. Nagle przypomniałam sobie, że jestem w piżamie.
- Ej, chwila. Jestem w piżamie.
- Nieważne! - odpowiedział z obojętnością i w tej chwili ruszył.
Po ok. 5 min. drogi zapytałam.
- Ale czy my się na pewno nie znamy?
- Stul twarz! Albo za to zapłacisz! - krzyknął kierowca. - Nie znasz mnie! Nigdy mnie nie widziałaś! Czy ty się w końcu zamkniesz?!
Bardzo się przeraziłam, widocznie mocno wkurzyłam mężczyznę, lepiej już nie będę się odzywać i spróbuję się opanować, chociaż będzie to bardzo trudne... Lepiej, by nic mi się ni stało, mi, a szczególnie mojej rodzinie. Nie, to nie może być ktoś kogo znam. Nikt z moich znajomych tak się nie zachowuje. Widać mówi on prawdę.
Po ok. 10 minutach wjechaliśmy w bardzo ciemną ulicę. Ten mrok sprawił, że chłód jeszcze bardziej mnie dotknął. Ale siedziałam dalej w krótkiej piżamie nie odzywając się.
Nie świeciły się tu żadne światła i latarnie, nic kompletnie, ciemno i głucho naokoło. Chociaż.. Jedyne co dawało światło to światła motoru i jakiś oddalony punkt. A dźwięk? Tylko silnik motoru, woda, tak woda, chyba płynie obok jakiś strumień albo rzeka i moje szczerkanie zębów ze strachu i z zimna...
Walentynkowa niespodzianka! WIELKIE BUM!
Jak doskonale wiecie, dziś są WALENTYNKI ♥ !
życzę wam, by ten dzień był przez Was spędzony w gronie najbliższych, najukochańszych, najlepszych osób (osoby), które pojawiły się w Waszym życiu :) :*
życzę wam, by ten dzień był przez Was spędzony w gronie najbliższych, najukochańszych, najlepszych osób (osoby), które pojawiły się w Waszym życiu :) :*
Ja z tej okazji zaplanowałam niespodziankę :)
Więc oto i one:
Dzisiaj na blogu pojawi się nowe ROZDZIAŁY.
Postanowiłam też podjąć się pisania jeszcze innych 2 BLOGÓW. :)
jeden z nich, będzie poświęcony dorosłemu życiu przyjaciół z Studia On Beat (Studia 21!), moimi niebieskimi oczami. :) ;)
Drugi natomiast, w żadnym wypadku nie będzie się tyczył "Violetty".
Rozdziały jeszcze nie są napisane, ale w mojej głowie mnóstwo pomysłów. :]
Niebawem możecie się spodziewać nowych historii na nowych blogach :)
Od razu zapraszam serdecznie do czytania ;*
Szczęśliwych, przelanych miłością i szczęściem WALENTYNEK! ♥
Wasza, Pani Blanco
czwartek, 13 lutego 2014
Walentynkowa niespodzianka! :)
Z okazji jutrzejszych Walentynek mam dla was niespodziank odnoszc siE do tego bloga i nie tylko! Ale o tym wiecej dowiecie sie jutro ... ;) Ostatnio nie mam czasu na pisanie rozdziaw, za co najmocniej przepraszam. :( Ten post jest pisany na szybko na phonie. ;o Jednak podejme sie podwojnego ryzyka . ;) Zyczcie mi POWODZENIA! ;) :*
piątek, 31 stycznia 2014
4. Diego
- Diego co ty robisz!? - krzyknęłam jednocześnie odsuwając się od chłopaka.
- Chciałem cię pocałować.
- Zapomnij, chodzisz z Ludmiłą. Ją sobie całuj.
- Ale Violetta, nie chciałem żeby tak wyszło, nie o to mi chodziło. Ale chwila, czyli gdybym nie chodził z Ludimlą, pocałowałabyś mnie?
- Wcale nie. - próbowałam się wymówić, kłamałam.
- Kłamiesz.
- Spadaj.
- Violetta, zaczekaj. - złapał mnie za rękę. - Nie chciałem tego, przepraszam.
- Violetta?! Co ty tutaj robisz? - usłyszałam znajomy głos, odwróciłam się.
- Ramallo? - powiedziałam ze zdziwieniem.
- Twój tata nie byłby zachwycony gdyby widział cię z tym chłopakiem.
- Tak, tak, masz rację. On tylko pytał o godzinę. - próbowałam się wymówić spoglądając na srebrny zegarek na ręce Diego, mając nadzieję, że Ramallo tego nie zauważy.
- Ale on ma zegarek na ręce.
- Tak, ale zepsuł mi się i zapytałem ją.
- Dobrze rozumiem.
Odwróciłam się w stronę Diego i wyszeptałam mu "Dziękuję", on uśmiechnął się.
- A Ramallo co ty tu robisz?
- Idę na spotkanie w sprawie interesów ojca.
- Aha. dobrze. Tylko nie mów tacie o tym zajściu, bo mógłby sobie coś innego wyobrazić, zresztą sam wiesz.
- Tak wiem. To ja już pójdę.
- Do zobaczenia! - krzyknęłam w stronę oddalającej się postaci. Odwróciłam się twarzą do Diego. - Naprawdę ogromnie ci dziękuję, wyciągnąłeś mnie z kłopotów.
- To może dostanę buziaka w nagrodę.
- Diego, ale ty jesteś.
- Oj no żartowałem.
- Tak, jasne, spadaj ok? - powiedziałam odwracając się.
Ruszyłam sama w stronę domu, na szczęście Diego nie biegł za mną... Dziwne... Żałuję trochę, że nie doszło do pocałunku. Diego mi się podoba, jest pociągający, przystojny i coś mnie do niego strasznie przyciąga, ale chodzi z Ludmiłą. Ale to w Leonie się zakochałam. Muszę o nim zapomnieć! O nie! Co on tu robi? Nie, to nie może być Leon! Chłopak idący w moim kierunku co raz bardziej się zbliża. Nie Violetta, ogarnij się, to nie jest Leon, to po prostu jakiś chłopak do niego podobny.
- O nie to Leon! - powiedziałam skacząc w krzaki rosnące obok chodnika. Kurcze, co ja robię. Mogłam odwrócić się i biec w przeciwnym kierunku czy coś, ale ja wolałam posiedzieć sobie w krzakach i kupach psów.
Czekałam tam dopóki chłopak nie przejdzie. Gdy wyszłam wyglądałam okropnie! A w dodatku śmierdziałam gównami czworonożnych zwierząt.
- Violetta?
- Aaaa!
- Oj, przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. Masz liście i gałęzie we włosach, zazielenione ciuchy i ... - urwał, ledwo powstrzymując się od śmiechu. - Co ty robiłaś? - Tak, to Leon. Śmiał się z mojego wyglądu. Porażka.
- No wiesz ... wpadłam w krzaki. I tak wiem, śmierdzę kupami, w krzakach jest ich pełno . Fuj.
- Na serio? - ciągle się śmiał.
- Tak, na serio.
- To wiele wyjaśnia. Nic ci się nie stało?
- Nie nic, ja muszę już iść, jestem spóźniona.
- Okey, odprowadzić cię?
- Na serio chcesz iść z takim śmierdzącym straszydłem do domu? - powiedziałam z uśmiechem na ustach, mimo wszystko przy Leonie czułam się jakoś dobrze... - Lepiej pójdę sama.
- Ok, ok. No to do zobaczenia. Pa.
- Tak, pa.
I ruszyliśmy osobno w przeciwnym kierunku. Muszę o nim zapomnieć. Po za tym po tej wtopie na pewno nie mam u niego szans!
Gdy wróciłam do domu od razu poszłam się umyć i zmienić ciuchy.
Dzień zleciał mi szybko. Już prawie spałam, ale coś zaczęło stukać w okno od mojego pokoju. Dziwne mam pokój na I piętrze. Lepiej zobaczę co jest grane. Zeszłam niechętnie z łóżka i podeszłam do okna, ale nic nie zobaczyłam więc postanowiłam wrócić do łóżka. Jednak gdy się położyłam coś nadal waliło w moje okno. Może to jakieś dzieci się bawią. Pomyślałam i postanowiłam wyjść na pole. Nie boję się więc co mi szkodzi? Schodząc z łóżka popatrzyłam szybko na godzinę, była 1:30. O tej porze dzieci na polu. Dziwne. Wyszłam w piżamie na podwórko, ale nic nie widziałam. Przymknęłam drzwi i podeszłam kilka kroków do przodu. Na ulicach oświetlonego Buenos Aires co jakiś czas przejeżdżały auta, albo przeszła jakaś grupka nastolatków, ale nie widziałam nic podejrzanego. Może dzieci zobaczyły, że ktoś wychodzi i zwiały. Postanowiłam wrócić do łóżka. Odwróciłam się w stronę drzwi i w tym momencie ktoś objął mnie w pasie.
___________________________________________________________________
Mam nadzieję, że rozdział was zaciekawi i będziecie z niecierpliwością czekać co dalej stanie się z Violettą. ;) Jednak mi rozdział ten nie przypadł szczególnie do gustu, ale to wy oceńcie . ;) ;*
piątek, 24 stycznia 2014
3. Chłopaki
Co mam jej powiedzieć?! Prawdę? Że zakochałam się w Leonie po uczy i jestem trochę na nią zła, że on nie oprowadzi mnie po mieście?
- Lara! Zwariowałaś? - krzyknęłam szybko.
- Czyli nie podoba ci się?
- Nie, w ogóle nie... - skłamałam, bo co miałam zrobić? Nie chciałam ranić Lary, nie zasługuje na to, ale nie zasługuje też na to, bym ją okłamywała...
- Uff, to dobrze, bo przy tobie nie miałabym najmniejszych szans na umówienie się z nim.
- Hej dziewczyny, nie widziałyście może Leona? - zapytał wysoki chłopak o ciemnych włosach i śmiesznym spojrzeniu.
- Tak, ścigały go żelki. - zaśmiała się Lara.
- Dzięki! - chłopak zaczął iść. - Ale chwila, gdzie poszli?
- Andres, Leon jest na torze. Po za tym jak mogły ścigać go żelki? - Lary nie dziwiło śmieszne zachowanie chłopaka...
- Nie wiem. Lara, ale nie wiesz jak się goni?
- Wiem.
- A mnie kiedyś goniły mrówki...
- Dobra Andres, to jest Violetta, Violetta to jest Andres, przyjaciel Leona. - przerwała mu Lara.
- Cześć. - powiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Cześć - odpowiedział. - A może ty widziałaś jak żelki goniły Leona?
- Andres, przecież już ci mówiłam, Leon jest na torze! - powtórzyła Lara z dziwnym spokojem w głosie, jakby to było normalne.
- Okey, ja już muszę iść, robi się późno. - powiedziałam.
- Pa, zadzwoń do mnie, może jutro przedstawię ci naszą paczkę.
- Dobra, pa.
- Violetta czekaj! - krzyknęła Lara. - A do jakiej szkoły będziesz chodzić?
- Mam guwernantkę i uczę się w domu...
- Aha, szkoda. - powiedziała dziewczyna ze zrezygnowaniem .
- Mhm, to ja idę, papa. - powiedziałam kierując się w stronę wyjścia.
- Pa! - krzyknął Andres.
Polubiłam Larę. To naprawdę bardzo fajna dziewczyna. Szkoda tylko, że zakochałyśmy się w tym samym chłopaku. Będę musiała usunąć się na bok i unikać Leona.
Po 14 minutach byłam w domu.
- Violetto gdzie byłaś? Jest już późno. Byłaś z jakimś chłopakiem? - pytał tata, gdy tylko zauważył mnie w drzwiach.
- Tato daj spokój. Jest godzina 18, to wcale nie tak późno...
- Pewnie byłaś z jakimś chłopakiem, zaufałem ci i pozwoliłem ci wyjść, a ty umawiasz się na randki?!
- Pewnie byłaś z jakimś chłopakiem, zaufałem ci i pozwoliłem ci wyjść, a ty umawiasz się na randki?!
- Tato nie. Poznałam koleżankę, Larę. Poznałyśmy się lepiej i poplotkowałyśmy. Nic więcej.
- Ale Violetto pamiętaj, nie możesz jej od razu ufać.
- Oj tato, przestań. - podeszłam go przytulić. - Tak bardzo cię kocham.
- Ja ciebie też córeczko.
Dzisiejszy dzień minął mi szybko. Opisałam go w pamiętniku... Oczywiście większość pisałam o Leonie, jaki jest cudowny, przystojny, zabawny, po prostu najlepszy... Już nie mogę się doczekać poznania nowych osób.
Następny dzień, godzina 15.
Ktoś dzwoni do drzwi.
- Ja otworzę! - krzyknęłam zbiegając po schodach. W drzwiach stała Lara. - Cześć już idę.
- Ok, cześć.
- Tato wychodzę! - krzyknęłam ściągając z wieszaka torebkę i zakładając ją na ramię.
- Gdzie i z kim.
- Już ci mówiłam, że z Larą - szybko zamknęłam drzwi, by nie słyszeć kazania ojca. - To gdzie idziemy?
- Do Resto Baru. Tam wszyscy na nas czekają oprócz Leona, za dwa dni ma zawody i ciągle trenuje, ale jego już znasz.
- Aha, ok. - trochę ulżyło mi, że go nie zobaczę, że nie będę udawać, że jest mi obojętny, nie chcę zranić Lary, chociaż z drugiej strony coś ukuło mnie w sercu, że go nie zobaczę.
Doszłyśmy do baru. Lara przedstawiła mi wszystkich: Francescę, Camilę, Maxiego, Brodueya, Federico - brata Fran, Marco, DJ, drugi raz Andresa i właściciela baru Lucę - brata Fran i Fede. To naprawdę bardzo fajna paczka, teraz będę należeć też do nie ja.
Fran, Fede i Luca pochodzą z Włoch, a Broduey z Brazylii.
- Oho, Ludmiła idzie. - powiedziała Cami.
- Kryjcie się, bo tarantula nadchodzi. - zaśmiała się Francesca. Lara popatrzyła na Fran z lekką pogardą.
- Co wy od niej chcecie, ona nie jest taka zła.
- Fede ona ma chłopaka.
- Ale Francesca, mi nie o to chodzi!
- Kto to ta Ludmila? I czemu ją tak przezywacie? - zapytałam.
- To ta blondynka, gwiazda studia i całego świata. Uważa się za divę i wgl za najlepszą. - zaśmiał się Maxi. - Gdy jej zajdziesz za skórę, zrobi dosłownie wszystko by się pogrążyć.
- Ale jeśli nic jej nie zrobisz, ona tobie również nic. - wtrącił Broduey.
- Tylko będzie oślepiać cię swoim blaskiem. - zaśmiał się Marco .
- A ta dziewczyna i chłopak obok niej to kto?
- Naty, jej przyjaciółka, o ile można to tak nazwać, bardziej prawa ręka Ludmiły. - powiedziała Cami.
- Biedna Naty, Ludmila ją strasznie wykorzystuje. -
- Maxi! - krzyknęła Cami i Fran jednocześnie.
- A ten chłopak?
- Diego, chłopak Ludmily. - powiedziała Fran.
Diego... przystojny, ale zajęty. ZNOWU!
- Ale Diego nie jest taki zły. - powiedział Marco.
- Cześć koledzy! - krzyknęła Ludmi.
- Taa, hej.
- Ludmiła poznaj Violettę, jest tu nowa. - przedstawiła mnie Lara.
- Cześć Violu, może się zaprzyjaźnimy, tylko nigdy nie wzniesiesz się do mojego poziomu, ale nie martw się nikt nie ma takiego talentu jak ja. Za to możesz patrzeć jak błyszczę!
- Cześć Violu, może się zaprzyjaźnimy, tylko nigdy nie wzniesiesz się do mojego poziomu, ale nie martw się nikt nie ma takiego talentu jak ja. Za to możesz patrzeć jak błyszczę!
- Ludmila przestań... Ja jestem Diego.
- Cześć - powiedziałam chłopakowi, którego wzrok przyśpiesza mnie o bicie serca. Wyraźne mi się podoba. Co się ze mną dzieje...
- A ja Naty.
- Oj Natalia, ty tu jesteś nie ważna.
- Ludmiła daj spokój Naty! - obronił ją Maxi.
- Miło was poznać. - wtrąciłam.
- Chodzisz do studia? - zapytał chłopak.
- Nie. A co to jest?
- To ten budynek obok, tańczy się tam, śpiewa...
- Chodzę tam ja, przyszła gwiazda. I mniej utalentowane ode mnie osoby... - przerwała mu blondynka.
- Ej słuchajcie, zaraz mamy zajęcia z Pablo, lepiej już chodźmy. - powiedział Maxi.
- To pa. - wykrzyknęli wychodząc.
- Pa - odpowiedziałam.
- Poradzisz sobie, dojdziesz do domu? - zapytała z troską Lara.
- Tak, idź już bo się spóźnisz.
- Okey to narka!
- Do zobaczenia. - powiedziałam w kierunku wychodzącej dziewczyny.
Zostałam ja, Diego, Marco i DJ.
- A wy nie idziecie? - zapytałam.
- Nie.
- Aha, to ja już pójdę. - powiedziałam.
- Violetto zaczekaj! - krzyknął Diego .
- Diego gdzie idziesz? Byliśmy umówieni. - krzyczał za nim Marco.
- Potem do ciebie zadzwonię.
- Słucham. - zapytałam gdy chłopak do mnie podszedł.
- Chodźmy, ruszył w stronę drzwi, a ja za nim. - odprowadzę cię do domu.
- Diego to nie jest dobry pomysł.
- Chodź. Zapisz się do studia, na pewno masz talent. Ja i Marco w tym roku się zapisujemy. Za tydzień są przesłuchania.
- A DJ?
- On też chodzi, ale jest też pomocnikiem Beto, po za tym nie wszystkie zajęcia mają wspólnie.
- Aha.
- To jak zapiszesz się?
- Może.
- Oj no weź, będziemy widywać się codziennie. - na te słowa zarumieniłam się.
- Diego o czym ty mówisz? - zapytałam z lekkim niepokojem.
- Podobasz mi się.
- Ale... a Ludmila? - próbowałam się temu sprzeciwić, ale ze szczęścia nie mogła, albo nie chciałam.
- Odkąd cię poznałem, Ludmiła jest nieważna.
- Zawsze jesteś taki szczery?
- Ciii.
Chłopak zbliżył się jeszcze bardziej do mnie. Przymknął oczy i zbliżył wargi do moich ust.
__________________________________________________________________
kolejny rozdział ;)
czwartek, 16 stycznia 2014
Pani Blanco
Heej!
Już jutro nowy rozdział więc myślę, że się cieszycie ;)
Jeśli macie ochotę do mnie napisać to macie tu mojego tt i ask'a ;)
piszcie i pytajcie śmiało, lajkujcie, dawajcie obserwuj :D
Całuusyy ode mnie! :*:*
♥
niedziela, 12 stycznia 2014
2. Przyjaźń i miłość
Gdy już się rozpakowałam postanowiłam iść na spacer. Buenos Aires jest piękne! Jestem tu od kilku godzin, a już kocham to miasto! W pewnym momencie zauważyłam dziewczynę, ubraną w stylu chłopięcym ze skrzynkami w jej małych dłoniach. Miała ich bardzo dużo, co chwilę coś jej z nich wypadało. Postanowiłam podejść do niej i jej pomóc.
- Cześć! Pomóc ci?
- Dlaczego miałabyś mi pomóc? - zapytała rzucając na mnie dziwne spojrzenie.
- Widzę, że sobie nie radzisz.
- Tak, bo ty sobie poradzisz. - powiedziała ironicznie.
- Daj to. - wyciągnęłam ręce do przodu biorąc kilka skrzynek i nagle ugięłam się w dół. Dziewczyna się zaśmiała. - Co w nich jest?
- Narzędzia. Poradzisz sobie, nie złamiesz się gdy będziesz je nieść? - mówiła ciągle jeszcze się śmiejąc.
- Tak poradzę sobie. - powiedziałam, choć pomyślałam całkiem coś innego... - Po co ci aż tle narzędzi?
- Jestem mechanikiem motorowym. - no tak, to wiele wyjaśnia, dlaczego jest tak ubrana i te narzędzia...
- Mechanikiem? - powtórzyłam.
- Tak. Kręcą mnie motory! - zaśmiała się. - Mam na imię Lara.
- A ja Violetta.
- Mhm, jesteś tu nowa? Nigdy cię wcześniej nie widziałam.
- Tak, kilka godzin temu przyleciałam do Buenos Aires.
- Będziesz tu mieszkać?
- Tak :)
- Fajnie ;)
- A gdzie idziemy? - zapytałam.
- Na tor.
- Daleko jeszcze?
- Na pewno sobie poradzisz? - zapytała Lara spoglądając na moje nogi, które uginały się bardziej niż zwykle.
- Tak, tak. - sama nie wierzyłam w to co mówię.
- Pokażę ci chłopaka, który mi się strasznie, od dawna podoba.
- Okey :)
- Tylko ty się w nim nie zakochaj. Haha ! :D - zaśmiała się.
- Jasne, haha :D
- A jesteście razem?
- Niestety nie, jeszcze nie, ale mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. - zaśmiałyśmy się. - A ty masz chłopaka. - zapytała.
- Nie. Mój tata jest tak opiekuńczy, że gdyby się dowiedział, że mam chłopaka to by oszalał.
Szłyśmy przez kolejne 7 minut aż w końcu dotarłyśmy na tor.
- To tutaj, powiedziała Lara kładąc skrzynki. -Moje królestwo, w którym jetem księżniczką. - Popatrzyła na mnie, ledwo żywą dziewczynę z ciężkimi skrzyniami w rękach. - Ooo, a skrzynki połóż tu. - Powiedziała wskazując mi miejsce. Wykonałam polecenie. - Żyjesz jeszcze? - zaśmiała się.
- Chyba, ale nie czuję stóp i rąk... Masakra.
- Haha :D Przeżyjesz - zaśmiałyśmy się. - Wiesz co, fajna jesteś.
- Dziękuję, ty też :)
- Czyżby to twoja nowa pomocnica? - zapytał chłopak idący w naszym kierunki. Wysoki brunet o nieziemsko pięknym piwnym spojrzeniu. Gdy nasze oczy się spotkały, zamarłam, czas jakby przestał płynąć, a moje serce uderzało kilka razy na sekundę. - Ze spódnicą na tor raczej się nie chodzi. - mówił ironicznie śmiejąc się. Słodki jest. Violetto nie palnij głupstwa!
- Leon! - Lara szturchnęła go w bok po przyjacielsku. - Nie żartuj sobie. Okey więc, Violetta to Leon, Leon to Violetta.
- Cześć. - powiedział, patrzył na mnie cały czas, a jego oczy błyszczały jak miliony diamentów.
- Cześć. - ledwo z siebie wydusiłam te słowa. Leon... Leon... powtarzałam cały czas w głowie. Nie odrywałam od niego wzroku, a on ode mnie.
- Więc... Będziesz pomagać Larze? - zapytał chłopak, jakby z nadzieją, że odpowiem tak,
- Nie, nie. Zobaczyłam ją i pomogłam zanieść jej skrzynki.
- Ooo, musisz być silna.
- Nie no, co ty. - zarumieniłam się. Zresztą, od początku gdy go zobaczyłam, czułam, że moje policzki przybrały kolor dojrzałych poziomek.
- Violetta jest tu nowa, dzisiaj przyleciała do Buenos Aires. - wtrąciła Lara.
- Serio? Może oprowadzę cię po mieście, pokażę ci najfajniejsze miejsca? - spytał Leon, znów z iskrzącą się nadzieją w jego brązowych oczach. I już miałam odpowiedzieć tak, ale...
- Nie! Ja już obiecałam to Violi, chcemy się lepiej poznać. Ja ją oprowadzę! - krzyknęła Lara kłamiąc, nic mi nie obiecywała. Oczy Leona nagle straciły iskrę nadziei, która tak ładnie współgrała z diamentowym spojrzeniem.
- Ahh, więc wy się dopiero dziś poznałyście? - zapytał chłopak ze smutną miną.
- Tak, tak. Ale może innym razem mi pokażesz jakieś miejsca? Hmm? - tym razem to ja zapytałam czekając na jego głośne i radosne "TAK!"
- Tak, nie ma sprawy! - powiedział chłopak uśmiechając się. - To może ja już pójdę, a wy sobie pogadajcie. - I odszedł tak szybko, że nie zdążyłam powiedzieć mu pa, tylko patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę. Chyba się zakochałam.
Popatrzyłam na Larę, która wydała się smutna i nieco zdenerwowana.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Nie, nie ważne.
- Na pewno.
- Tak, na pewno, coś po prostu mi się przypomniało... - niezbyt jej wierzyłam, znam ją od dziś, ale widziałam, że coś ją gryzie.
- Okey, to pokaż mi chłopaka, który ci się tak strasznie podoba! - krzyknęłam chcąc poprawić jej czymkolwiek humor.
- To był on. Leon, on mi się podoba, ale pewnie nie zwróci na mnie uwagi. - powiedziała smutno Lara.. Ale jak to Leon?! Nie! A mało co i powiedziałabym jej jaki on jest słodki i że chyba się zakochałam w nim, ale ta jej smutna mina. Ale dlaczego to musiał być Leon? Dlaczego to ja i Lara musiałyśmy się w nim zakochać?
- Aaale dlaczego? Dlaczego ma nie zwrócić na ciebie uwagi?
- Widziałam jak na siebie patrzyliście, na mnie nigdy tak nie spojrzał, jego oczy iskrzyły się jak nigdy gdy cię zauważył, uwierz mi, znam go od dawna, a nigdy tak nie patrzył na kogoś jak na ciebie. - gdy Lara to powiedziała poczułam się jakbym latała pośród chmur. Leon się we mnie zakochał?! Ja i Lara w nim... bez sensu...
- No weź, na pewno w tym spojrzeniu nie było nic wyjątkowego. - próbowałam ją pocieszyć, kłamiąc.
- Podoba ci się Leon? - zapytała dziewczyna ze spojrzeniem przelanym smutkiem, widziałam w nim, że czekała na odpowiedź, która brzmi "Nie"...
_______________________________________________________________________
Myślę, że drugi rozdział jest lepszy, ale to WY to ocenicie :)
- Cześć! Pomóc ci?
- Dlaczego miałabyś mi pomóc? - zapytała rzucając na mnie dziwne spojrzenie.
- Widzę, że sobie nie radzisz.
- Tak, bo ty sobie poradzisz. - powiedziała ironicznie.
- Daj to. - wyciągnęłam ręce do przodu biorąc kilka skrzynek i nagle ugięłam się w dół. Dziewczyna się zaśmiała. - Co w nich jest?
- Narzędzia. Poradzisz sobie, nie złamiesz się gdy będziesz je nieść? - mówiła ciągle jeszcze się śmiejąc.
- Tak poradzę sobie. - powiedziałam, choć pomyślałam całkiem coś innego... - Po co ci aż tle narzędzi?
- Jestem mechanikiem motorowym. - no tak, to wiele wyjaśnia, dlaczego jest tak ubrana i te narzędzia...
- Mechanikiem? - powtórzyłam.
- Tak. Kręcą mnie motory! - zaśmiała się. - Mam na imię Lara.
- A ja Violetta.
- Mhm, jesteś tu nowa? Nigdy cię wcześniej nie widziałam.
- Tak, kilka godzin temu przyleciałam do Buenos Aires.
- Będziesz tu mieszkać?
- Tak :)
- Fajnie ;)
- A gdzie idziemy? - zapytałam.
- Na tor.
- Daleko jeszcze?
- Na pewno sobie poradzisz? - zapytała Lara spoglądając na moje nogi, które uginały się bardziej niż zwykle.
- Tak, tak. - sama nie wierzyłam w to co mówię.
- Pokażę ci chłopaka, który mi się strasznie, od dawna podoba.
- Okey :)
- Tylko ty się w nim nie zakochaj. Haha ! :D - zaśmiała się.
- Jasne, haha :D
- A jesteście razem?
- Niestety nie, jeszcze nie, ale mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. - zaśmiałyśmy się. - A ty masz chłopaka. - zapytała.
- Nie. Mój tata jest tak opiekuńczy, że gdyby się dowiedział, że mam chłopaka to by oszalał.
Szłyśmy przez kolejne 7 minut aż w końcu dotarłyśmy na tor.
- To tutaj, powiedziała Lara kładąc skrzynki. -Moje królestwo, w którym jetem księżniczką. - Popatrzyła na mnie, ledwo żywą dziewczynę z ciężkimi skrzyniami w rękach. - Ooo, a skrzynki połóż tu. - Powiedziała wskazując mi miejsce. Wykonałam polecenie. - Żyjesz jeszcze? - zaśmiała się.
- Chyba, ale nie czuję stóp i rąk... Masakra.
- Haha :D Przeżyjesz - zaśmiałyśmy się. - Wiesz co, fajna jesteś.
- Dziękuję, ty też :)
- Czyżby to twoja nowa pomocnica? - zapytał chłopak idący w naszym kierunki. Wysoki brunet o nieziemsko pięknym piwnym spojrzeniu. Gdy nasze oczy się spotkały, zamarłam, czas jakby przestał płynąć, a moje serce uderzało kilka razy na sekundę. - Ze spódnicą na tor raczej się nie chodzi. - mówił ironicznie śmiejąc się. Słodki jest. Violetto nie palnij głupstwa!
- Leon! - Lara szturchnęła go w bok po przyjacielsku. - Nie żartuj sobie. Okey więc, Violetta to Leon, Leon to Violetta.
- Cześć. - powiedział, patrzył na mnie cały czas, a jego oczy błyszczały jak miliony diamentów.
- Cześć. - ledwo z siebie wydusiłam te słowa. Leon... Leon... powtarzałam cały czas w głowie. Nie odrywałam od niego wzroku, a on ode mnie.
- Więc... Będziesz pomagać Larze? - zapytał chłopak, jakby z nadzieją, że odpowiem tak,
- Nie, nie. Zobaczyłam ją i pomogłam zanieść jej skrzynki.
- Ooo, musisz być silna.
- Nie no, co ty. - zarumieniłam się. Zresztą, od początku gdy go zobaczyłam, czułam, że moje policzki przybrały kolor dojrzałych poziomek.
- Violetta jest tu nowa, dzisiaj przyleciała do Buenos Aires. - wtrąciła Lara.
- Serio? Może oprowadzę cię po mieście, pokażę ci najfajniejsze miejsca? - spytał Leon, znów z iskrzącą się nadzieją w jego brązowych oczach. I już miałam odpowiedzieć tak, ale...
- Nie! Ja już obiecałam to Violi, chcemy się lepiej poznać. Ja ją oprowadzę! - krzyknęła Lara kłamiąc, nic mi nie obiecywała. Oczy Leona nagle straciły iskrę nadziei, która tak ładnie współgrała z diamentowym spojrzeniem.
- Ahh, więc wy się dopiero dziś poznałyście? - zapytał chłopak ze smutną miną.
- Tak, tak. Ale może innym razem mi pokażesz jakieś miejsca? Hmm? - tym razem to ja zapytałam czekając na jego głośne i radosne "TAK!"
- Tak, nie ma sprawy! - powiedział chłopak uśmiechając się. - To może ja już pójdę, a wy sobie pogadajcie. - I odszedł tak szybko, że nie zdążyłam powiedzieć mu pa, tylko patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę. Chyba się zakochałam.
Popatrzyłam na Larę, która wydała się smutna i nieco zdenerwowana.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Nie, nie ważne.
- Na pewno.
- Tak, na pewno, coś po prostu mi się przypomniało... - niezbyt jej wierzyłam, znam ją od dziś, ale widziałam, że coś ją gryzie.
- Okey, to pokaż mi chłopaka, który ci się tak strasznie podoba! - krzyknęłam chcąc poprawić jej czymkolwiek humor.
- To był on. Leon, on mi się podoba, ale pewnie nie zwróci na mnie uwagi. - powiedziała smutno Lara.. Ale jak to Leon?! Nie! A mało co i powiedziałabym jej jaki on jest słodki i że chyba się zakochałam w nim, ale ta jej smutna mina. Ale dlaczego to musiał być Leon? Dlaczego to ja i Lara musiałyśmy się w nim zakochać?
- Aaale dlaczego? Dlaczego ma nie zwrócić na ciebie uwagi?
- Widziałam jak na siebie patrzyliście, na mnie nigdy tak nie spojrzał, jego oczy iskrzyły się jak nigdy gdy cię zauważył, uwierz mi, znam go od dawna, a nigdy tak nie patrzył na kogoś jak na ciebie. - gdy Lara to powiedziała poczułam się jakbym latała pośród chmur. Leon się we mnie zakochał?! Ja i Lara w nim... bez sensu...
- No weź, na pewno w tym spojrzeniu nie było nic wyjątkowego. - próbowałam ją pocieszyć, kłamiąc.
- Podoba ci się Leon? - zapytała dziewczyna ze spojrzeniem przelanym smutkiem, widziałam w nim, że czekała na odpowiedź, która brzmi "Nie"...
_______________________________________________________________________
Myślę, że drugi rozdział jest lepszy, ale to WY to ocenicie :)
sobota, 11 stycznia 2014
Rozdział 1.
Jestem na lotnisku w Buenos Aires. Wróciłam z Anglii, gdzie się uczyłam. Teraz wracam do normalności. Do przyjaciółek, domu. Ale nie sama. Wracam z Carterem. Moim zbuntowanym księciem. Nazwałam go tak, bo szybko robi się zazdrosny i czasami zachowuje się jak arogancka gwiazda rocka. Mimo to, bardzo go kocham. A tak na marginesie nazywam się Kathrine Di Pietro.
- Pójdę odebrać bagaże. - mówi Carter, przytulając mnie do siebie.
- Dobrze. Ja pójdę po coś do picia i możemy wracać. - łapię go za szyję. Delikatny pocałunek.
- Zaraz będę z powrotem. - mruczy.
Patrzę w jego oczy.
-Obiecujesz ?
-Obiecuję.
Puszczam jego szyję. Jeszcze chwilę patrzę się w punkt gdzie zniknął. Na lotnisku jest wielki tłum. W końcu to pierwszy dzień wakacji. Przeciskam się pomiędzy ludźmi. Widzę stoisko. Podbiegam bliżej i staję w kolejce. Gdy nadchodzi moja kolej mówię :
- Dwa soki pomarańczowe.
Daje kasjerce odpowiedni banknot. Odchodzę. Idę przed siebie. Myślami jestem gdzieś indziej, a mianowicie na planecie ,, Carter ".
Te jego czarne włosy, opadające na czoło, zmysłowe usta, przenikające spojrzenie, szerokie i dobrze zbudowane raniona. Nagle wpadam na kogoś. Jeden z dwóch soków rozlewa się na nieszczęśnika.
- Bardzo przepraszam ! Zamyśliłam się. - zerkam na moją ofiar. Wyższy ode mnie o pół głowy chłopak, z brązowymi włosami i cudownymi piwnymi oczami. Zamieram. Serce zaczyna mi szybciej bić.
Uśmiecha się do mnie.
- Nic się nie stało. To tylko kilka większych plam. - wyjmuję z torebki chusteczki i podaje mu je.
Patrzę na jego zgrabne ruchy, gdy wyciera koszulę. Odgarniam pasmo kasztanowych włosów z czoła.
- Naprawdę przepraszam. Chodzę z głową w chmurach. - tłumaczę się.
On tylko się uśmiecha. Gdy kończy, patrzy na mnie. Uśmiech nie znika z jego anielskiej twarzy.
- Nie przepraszaj już. Mały wypadek. To wszystko.
- Na pewno ? - upewniam się.
Kiwa głową. Nie mogę oderwać wzroku od jego cudownych oczu. Żadne z nas się nie odzywa. Czuję się jakby czas stanął w miejscu.
- Masz piękne oczy. - mówi.
Odbiera mi mowę.
- Jestem Jorge. Nie przedstawiłem się wcześniej.
- Kathrine. Przepraszam, ale muszę już iść. Ktoś na mnie czeka. - uśmiecham się do niego ostatni raz i odchodzę.
Przebijam się przez tłum w stronę wyjścia, ciągle oszołomiona tym wyznaniem ,, Masz piękne oczy ". Przed głównymi drzwiami widzę Cartera. Jego twarz rozjaśnia się na mój widok. Podbiegam do niego. Przytulam go. Jego ramiona, jakby stworzone tylko dla mnie.
- Bardzo cię kocham Kathrine. - szepcze.
- Ja ciebie też Carter. - całuję go w tak jakby, ten pocałunek miał potwierdzić to co mówię.
Jestem ogromną szczęściarą że mam Cartera. Mojego zbuntowanego księcia. Ale nie mogę zapomnieć co powiedział Jorge.
__________________________________________________________________
I jak wam się podoba pierwszy rozdział ? Już niedługo kolejny ;) Pozdrawiam
- Pójdę odebrać bagaże. - mówi Carter, przytulając mnie do siebie.
- Dobrze. Ja pójdę po coś do picia i możemy wracać. - łapię go za szyję. Delikatny pocałunek.
- Zaraz będę z powrotem. - mruczy.
Patrzę w jego oczy.
-Obiecujesz ?
-Obiecuję.
Puszczam jego szyję. Jeszcze chwilę patrzę się w punkt gdzie zniknął. Na lotnisku jest wielki tłum. W końcu to pierwszy dzień wakacji. Przeciskam się pomiędzy ludźmi. Widzę stoisko. Podbiegam bliżej i staję w kolejce. Gdy nadchodzi moja kolej mówię :
- Dwa soki pomarańczowe.
Daje kasjerce odpowiedni banknot. Odchodzę. Idę przed siebie. Myślami jestem gdzieś indziej, a mianowicie na planecie ,, Carter ".
Te jego czarne włosy, opadające na czoło, zmysłowe usta, przenikające spojrzenie, szerokie i dobrze zbudowane raniona. Nagle wpadam na kogoś. Jeden z dwóch soków rozlewa się na nieszczęśnika.
- Bardzo przepraszam ! Zamyśliłam się. - zerkam na moją ofiar. Wyższy ode mnie o pół głowy chłopak, z brązowymi włosami i cudownymi piwnymi oczami. Zamieram. Serce zaczyna mi szybciej bić.
Uśmiecha się do mnie.
- Nic się nie stało. To tylko kilka większych plam. - wyjmuję z torebki chusteczki i podaje mu je.
Patrzę na jego zgrabne ruchy, gdy wyciera koszulę. Odgarniam pasmo kasztanowych włosów z czoła.
- Naprawdę przepraszam. Chodzę z głową w chmurach. - tłumaczę się.
On tylko się uśmiecha. Gdy kończy, patrzy na mnie. Uśmiech nie znika z jego anielskiej twarzy.
- Nie przepraszaj już. Mały wypadek. To wszystko.
- Na pewno ? - upewniam się.
Kiwa głową. Nie mogę oderwać wzroku od jego cudownych oczu. Żadne z nas się nie odzywa. Czuję się jakby czas stanął w miejscu.
- Masz piękne oczy. - mówi.
Odbiera mi mowę.
- Jestem Jorge. Nie przedstawiłem się wcześniej.
- Kathrine. Przepraszam, ale muszę już iść. Ktoś na mnie czeka. - uśmiecham się do niego ostatni raz i odchodzę.
Przebijam się przez tłum w stronę wyjścia, ciągle oszołomiona tym wyznaniem ,, Masz piękne oczy ". Przed głównymi drzwiami widzę Cartera. Jego twarz rozjaśnia się na mój widok. Podbiegam do niego. Przytulam go. Jego ramiona, jakby stworzone tylko dla mnie.
- Bardzo cię kocham Kathrine. - szepcze.
- Ja ciebie też Carter. - całuję go w tak jakby, ten pocałunek miał potwierdzić to co mówię.
Jestem ogromną szczęściarą że mam Cartera. Mojego zbuntowanego księcia. Ale nie mogę zapomnieć co powiedział Jorge.
__________________________________________________________________
I jak wam się podoba pierwszy rozdział ? Już niedługo kolejny ;) Pozdrawiam
środa, 8 stycznia 2014
Od Pani Blanco
Hej, chciałam wam przekazać, że już w weekend pojawią się opowiadania Mrs. Blanco, które zapowiadają się naprawdę świetnie, także w weekend lub wcześniej pojawią się kolejne rozdziały przygody Violetty mojego autorstwa, a niebawem przygody Violetty z przyszłości! :)
Pomóżcie nam zyskać większą popularność reklamując bloga jeśli wam się spodoba :*
Mocno całuję i życzę wymarzonych snów i Jorgowych oczywiście :*
DOBRANOC! ♥
1. To właśnie ja!
Nazywam się Violetta Castillo, właśnie przyleciałam do Buenos Aires. Po panicznym locie (strasznie boję się latać samolotem) uspokoiłam się i siedząc przy stoliku w kawiarni obok lotniska, uświadomiłam sobie, że znowu muszę wszystko zacząć od nowa...
- Violetta! Violetta!
- Tak tato? - odruchowo zamknęłam pamiętnik, w którym zawsze wszystko opisuję.
- Podejdź tu. - wykonałam posłusznie polecenie - Ten chłopak, z którym rozmawiałaś, kto to jest?
- Tato, nie wiem.
- To dlaczego rozmawiasz z nieznajomym i dlaczego z chłopakiem?
- Tato, on mnie tylko zapytał o godzinę.
- Aha, aha, to dobrze... Chodźmy do samochodu w domu czeka już na nas Angie i Jade.
Mój tata - German jest bardzo opiekuńczy, ale i kochany. Angie to moja ciotka, najlepsza i najukochańsza ciocia na świecie! Jest siostrą mojej nieżyjącej mamy - Marii, a Jade... to dziewczyna mojego taty, interesuje ją tylko moda i wygląd, jesteśmy całkiem inne.
10 min. później znaleźliśmy się w naszym nowym domu.
Zadzwoniliśmy dzwonkiem, ponieważ jeszcze nie mieliśmy kluczy. Kiedyś mieszkaliśmy w tym domu, ale potem zaczęliśmy podróżować tu i tam...
- Dzień dobry moje słoneczko! - w drzwiach stanęła Olga, nasza gosposia.
- Oh, dzień dobry Olgita! - gorąco ją przytuliłam.
- Hej, ja też chcę się przywitać z najlepszą siostrzenicą na świecie!
- Och Angie! - momentalnie puściłam Olgę i pobiegłam przytulić się do cioci.
- Jak podróż? Cieszysz się, że znów tu zamieszkasz? - pytała.
- O tak! Nawet nie wiesz jak bardzo, a jeszcze bardziej cieszę się z tego. że zamieszkamy razem!
- Ja też!
Nagle zobaczyłam Jade. która dziwnie na nas spoglądała lecz gdy tylko zobaczyła mojego tatę, podbiegła do mnie i zaczęła mnie witać.
- Witaj Violu! Tak cieszę się, że przyleciałaś! Teraz będziemy mogły razem chodzić na zakupy, do fryzjera i do manikiurzystki! A modne ciuchy i wygląd bardzo by ci się przydały! Co to w ogóle za styl?!
- Jade, daj spokój! - upomniała ją Angie.
- Tak Jade, ja też się cieszę, że cię widzę. - powiedziałam ironicznie.
- No, ale Angie, ja mówię prawdę, po za tym tobie też przydałby się modne ciuchy... - nagle podbiegła do mojego taty, który dopiero ledwo uwolnił się z uścisków Olgi. Podbiegła do niego i przytuliła go. - Och jak się cieszę, że przyjechałeś!
- Ja też się cieszę Jade... Ramallo weź nasze walizki. - Ramallo to współpracownik mojego ojca.
- Oczywiście, już idę.
- Ramallo czekaj! - krzyknęłam i podbiegłam do niego, rzuciłam mu się na szyję - Jeszcze się z tobą nie przywitałam!
_________________________________________________________________________________
No to pierwszy rozdział już za mną :) wiem szału nie ma, ale kompletnie nie wiedziałam jak zacząć żeby to miało jakiś sens :) jesteście ciekawi kolejnych losów Violetty moimi oczami? Post z następnym rozdziałem może pojawić się już JUTRO! :)
i przepraszam za mało, bo jedno (xp) zdj i brak gifów
- Violetta! Violetta!
- Tak tato? - odruchowo zamknęłam pamiętnik, w którym zawsze wszystko opisuję.
- Podejdź tu. - wykonałam posłusznie polecenie - Ten chłopak, z którym rozmawiałaś, kto to jest?
- Tato, nie wiem.
- To dlaczego rozmawiasz z nieznajomym i dlaczego z chłopakiem?
- Tato, on mnie tylko zapytał o godzinę.
- Aha, aha, to dobrze... Chodźmy do samochodu w domu czeka już na nas Angie i Jade.
Mój tata - German jest bardzo opiekuńczy, ale i kochany. Angie to moja ciotka, najlepsza i najukochańsza ciocia na świecie! Jest siostrą mojej nieżyjącej mamy - Marii, a Jade... to dziewczyna mojego taty, interesuje ją tylko moda i wygląd, jesteśmy całkiem inne.
10 min. później znaleźliśmy się w naszym nowym domu.
Zadzwoniliśmy dzwonkiem, ponieważ jeszcze nie mieliśmy kluczy. Kiedyś mieszkaliśmy w tym domu, ale potem zaczęliśmy podróżować tu i tam...
- Dzień dobry moje słoneczko! - w drzwiach stanęła Olga, nasza gosposia.
- Oh, dzień dobry Olgita! - gorąco ją przytuliłam.
- Hej, ja też chcę się przywitać z najlepszą siostrzenicą na świecie!
- Och Angie! - momentalnie puściłam Olgę i pobiegłam przytulić się do cioci.
- Jak podróż? Cieszysz się, że znów tu zamieszkasz? - pytała.
- O tak! Nawet nie wiesz jak bardzo, a jeszcze bardziej cieszę się z tego. że zamieszkamy razem!
- Ja też!
Nagle zobaczyłam Jade. która dziwnie na nas spoglądała lecz gdy tylko zobaczyła mojego tatę, podbiegła do mnie i zaczęła mnie witać.
- Witaj Violu! Tak cieszę się, że przyleciałaś! Teraz będziemy mogły razem chodzić na zakupy, do fryzjera i do manikiurzystki! A modne ciuchy i wygląd bardzo by ci się przydały! Co to w ogóle za styl?!
- Jade, daj spokój! - upomniała ją Angie.
- Tak Jade, ja też się cieszę, że cię widzę. - powiedziałam ironicznie.
- No, ale Angie, ja mówię prawdę, po za tym tobie też przydałby się modne ciuchy... - nagle podbiegła do mojego taty, który dopiero ledwo uwolnił się z uścisków Olgi. Podbiegła do niego i przytuliła go. - Och jak się cieszę, że przyjechałeś!
- Ja też się cieszę Jade... Ramallo weź nasze walizki. - Ramallo to współpracownik mojego ojca.
- Oczywiście, już idę.
- Ramallo czekaj! - krzyknęłam i podbiegłam do niego, rzuciłam mu się na szyję - Jeszcze się z tobą nie przywitałam!
_________________________________________________________________________________
No to pierwszy rozdział już za mną :) wiem szału nie ma, ale kompletnie nie wiedziałam jak zacząć żeby to miało jakiś sens :) jesteście ciekawi kolejnych losów Violetty moimi oczami? Post z następnym rozdziałem może pojawić się już JUTRO! :)
i przepraszam za mało, bo jedno (xp) zdj i brak gifów
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



