KURSOR

Animated Rainbow Nyan Cat

piątek, 31 stycznia 2014

4. Diego

 - Diego co ty robisz!? - krzyknęłam jednocześnie odsuwając się od chłopaka. 
 - Chciałem cię pocałować.
 - Zapomnij, chodzisz z Ludmiłą. Ją sobie całuj. 
 - Ale Violetta, nie chciałem żeby tak wyszło, nie o to mi chodziło. Ale chwila, czyli gdybym nie chodził z Ludimlą, pocałowałabyś mnie?
 - Wcale nie. - próbowałam się wymówić, kłamałam. 
 - Kłamiesz.
 - Spadaj.
 - Violetta, zaczekaj. - złapał mnie za rękę. - Nie chciałem tego, przepraszam. 
 
 
 - Violetta?! Co ty tutaj robisz? - usłyszałam znajomy głos, odwróciłam się. 
 - Ramallo? - powiedziałam ze zdziwieniem. 
 - Twój tata nie byłby zachwycony gdyby widział cię z tym chłopakiem. 
 - Tak, tak, masz rację. On tylko pytał o godzinę. - próbowałam się wymówić spoglądając na srebrny zegarek na ręce Diego, mając nadzieję, że Ramallo tego nie zauważy. 
 - Ale on ma zegarek na ręce. 
 - Tak, ale zepsuł mi się i zapytałem ją. 
 - Dobrze rozumiem. 
 Odwróciłam się w stronę Diego i wyszeptałam mu "Dziękuję", on uśmiechnął się. 
 - A Ramallo co ty tu robisz? 
 - Idę na spotkanie w sprawie interesów ojca.
 - Aha. dobrze. Tylko nie mów tacie o tym zajściu, bo mógłby sobie coś innego wyobrazić, zresztą sam wiesz. 
 - Tak wiem. To ja już pójdę. 
 - Do zobaczenia! - krzyknęłam w stronę oddalającej się postaci. Odwróciłam się twarzą do Diego. - Naprawdę ogromnie ci dziękuję, wyciągnąłeś mnie z kłopotów. 
 - To może dostanę buziaka w nagrodę. 
 - Diego, ale ty jesteś. 
 - Oj no żartowałem. 
 - Tak, jasne, spadaj ok? - powiedziałam odwracając się.
  Ruszyłam sama w stronę domu, na szczęście Diego nie biegł za mną... Dziwne... Żałuję trochę, że nie doszło do pocałunku. Diego mi się podoba, jest pociągający, przystojny i coś mnie do niego strasznie przyciąga, ale chodzi z Ludmiłą. Ale to w Leonie się zakochałam. Muszę o nim zapomnieć! O nie! Co on tu robi? Nie, to nie może być Leon! Chłopak idący w moim kierunku co raz bardziej się zbliża. Nie Violetta, ogarnij się, to nie jest Leon, to po prostu jakiś chłopak do niego podobny. 
 - O nie to Leon! - powiedziałam skacząc w krzaki rosnące obok chodnika. Kurcze, co ja robię. Mogłam odwrócić się i biec w przeciwnym kierunku czy coś, ale ja wolałam posiedzieć sobie w krzakach i kupach psów. 
 Czekałam tam dopóki chłopak nie przejdzie. Gdy wyszłam wyglądałam okropnie! A w dodatku śmierdziałam gównami czworonożnych zwierząt. 
 - Violetta? 
 - Aaaa! 
 - Oj, przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć. Masz liście i gałęzie we włosach, zazielenione ciuchy i ... - urwał, ledwo powstrzymując się od śmiechu. - Co ty robiłaś? - Tak, to Leon. Śmiał się z mojego wyglądu. Porażka. 
 - No wiesz ... wpadłam w krzaki. I tak wiem, śmierdzę kupami, w krzakach jest ich pełno . Fuj.  
 - Na serio? - ciągle się śmiał. 
 - Tak, na serio. 
 - To wiele wyjaśnia. Nic ci się nie stało? 
 - Nie nic, ja muszę już iść, jestem spóźniona. 
 - Okey, odprowadzić cię? 
 - Na serio chcesz iść z takim śmierdzącym straszydłem do domu? - powiedziałam z uśmiechem na ustach, mimo wszystko przy Leonie czułam się jakoś  dobrze... - Lepiej pójdę sama. 
 - Ok, ok. No to do zobaczenia. Pa.
 - Tak, pa. 
  I ruszyliśmy osobno w przeciwnym kierunku. Muszę o nim zapomnieć. Po za tym po tej wtopie na pewno nie mam u niego szans!  
 Gdy wróciłam do domu od razu poszłam się umyć i zmienić ciuchy. 
 Dzień zleciał mi szybko. Już prawie spałam, ale coś zaczęło stukać w okno od mojego pokoju. Dziwne mam pokój na I piętrze. Lepiej zobaczę co jest grane. Zeszłam niechętnie z łóżka i podeszłam do okna, ale nic nie zobaczyłam więc postanowiłam wrócić do łóżka. Jednak gdy się położyłam coś nadal waliło w moje okno. Może to jakieś dzieci się bawią. Pomyślałam i postanowiłam wyjść na pole. Nie boję się więc co mi szkodzi? Schodząc z łóżka popatrzyłam szybko na godzinę, była 1:30. O tej porze dzieci na polu. Dziwne. Wyszłam w piżamie na podwórko, ale nic nie widziałam. Przymknęłam drzwi i podeszłam kilka kroków do przodu. Na ulicach oświetlonego Buenos Aires co jakiś czas przejeżdżały auta, albo przeszła jakaś grupka nastolatków, ale nie widziałam nic podejrzanego. Może dzieci zobaczyły, że ktoś wychodzi i zwiały. Postanowiłam wrócić do łóżka. Odwróciłam się w stronę drzwi i w tym momencie ktoś objął mnie w pasie. 

___________________________________________________________________
 Mam nadzieję, że rozdział was zaciekawi i będziecie z niecierpliwością czekać co dalej stanie się z Violettą. ;) Jednak mi rozdział ten nie przypadł szczególnie do gustu, ale to wy oceńcie . ;) ;*

piątek, 24 stycznia 2014

3. Chłopaki

  Co mam jej powiedzieć?! Prawdę? Że zakochałam się w Leonie po uczy i jestem trochę na nią zła, że on nie oprowadzi mnie po mieście?
 - Lara! Zwariowałaś? - krzyknęłam szybko.
 - Czyli nie podoba ci się?
 - Nie, w ogóle nie... - skłamałam, bo co miałam zrobić? Nie chciałam ranić Lary, nie zasługuje na to, ale nie zasługuje też na to, bym ją okłamywała...
 - Uff, to dobrze, bo przy tobie nie miałabym najmniejszych szans na umówienie się z nim. 
 - Hej dziewczyny, nie widziałyście może Leona? - zapytał wysoki chłopak o ciemnych włosach i śmiesznym spojrzeniu.
 - Tak, ścigały go żelki. - zaśmiała się Lara.
 - Dzięki! - chłopak zaczął iść. - Ale chwila, gdzie poszli?
 - Andres, Leon jest na torze. Po za tym jak mogły ścigać go żelki? - Lary nie dziwiło śmieszne zachowanie chłopaka...
 - Nie wiem. Lara, ale nie wiesz jak się goni?
 - Wiem. 
 - A mnie kiedyś goniły mrówki...
 - Dobra Andres, to jest Violetta, Violetta to jest Andres, przyjaciel Leona. - przerwała mu Lara.
 - Cześć. - powiedziałam z uśmiechem na ustach.
 - Cześć - odpowiedział. - A może ty widziałaś jak żelki goniły Leona?
 - Andres, przecież już ci mówiłam, Leon jest na torze! - powtórzyła Lara z dziwnym spokojem w głosie, jakby to było normalne.
 - Okey, ja już muszę iść, robi się późno. - powiedziałam.
 - Pa, zadzwoń do mnie, może jutro przedstawię ci naszą paczkę.
 - Dobra, pa.
 - Violetta czekaj! - krzyknęła Lara. - A  do jakiej szkoły będziesz chodzić? 
 - Mam guwernantkę i uczę się w domu... 
 - Aha, szkoda. - powiedziała dziewczyna ze zrezygnowaniem .
 - Mhm, to ja idę, papa. - powiedziałam kierując się w stronę wyjścia. 
 - Pa! - krzyknął Andres. 
  Polubiłam Larę. To naprawdę bardzo fajna dziewczyna. Szkoda tylko, że zakochałyśmy się w tym samym chłopaku. Będę musiała usunąć się na bok i unikać Leona. 
  Po 14 minutach byłam w domu.
 - Violetto gdzie byłaś? Jest już późno. Byłaś z jakimś chłopakiem? - pytał tata, gdy tylko zauważył mnie w drzwiach. 
 - Tato daj spokój. Jest godzina 18, to wcale nie tak późno...
 - Pewnie byłaś z jakimś chłopakiem, zaufałem ci i pozwoliłem ci wyjść, a ty umawiasz się na randki?!
 - Tato nie. Poznałam koleżankę, Larę. Poznałyśmy się lepiej i poplotkowałyśmy. Nic więcej. 
 - Ale Violetto pamiętaj, nie możesz jej od razu ufać.
 - Oj tato, przestań. - podeszłam go przytulić. - Tak bardzo cię kocham. 
 - Ja ciebie też córeczko. 
  Dzisiejszy dzień minął mi szybko. Opisałam go w pamiętniku... Oczywiście większość pisałam o Leonie, jaki jest cudowny, przystojny, zabawny, po prostu najlepszy... Już nie mogę się doczekać poznania nowych osób.

  Następny dzień, godzina 15.
 Ktoś dzwoni do drzwi. 
 - Ja otworzę! - krzyknęłam zbiegając po schodach. W drzwiach stała Lara. - Cześć już idę. 
 - Ok, cześć. 
 - Tato wychodzę! - krzyknęłam ściągając z wieszaka torebkę i zakładając ją na ramię. 
 - Gdzie i z kim.
 - Już ci mówiłam, że z Larą - szybko zamknęłam drzwi, by nie słyszeć kazania ojca. - To gdzie idziemy?
 - Do Resto Baru. Tam wszyscy na nas czekają oprócz Leona, za dwa dni ma zawody i ciągle trenuje, ale jego już znasz. 
 - Aha, ok. - trochę ulżyło mi, że go nie zobaczę, że nie będę udawać, że jest mi obojętny, nie chcę zranić Lary, chociaż z drugiej strony coś ukuło mnie w sercu, że go nie zobaczę.
  Doszłyśmy do baru. Lara przedstawiła mi wszystkich: Francescę, Camilę, Maxiego, Brodueya, Federico - brata Fran, Marco, DJ, drugi raz Andresa i właściciela baru  Lucę - brata Fran i Fede. To naprawdę bardzo fajna paczka, teraz będę należeć też do nie ja. 
  Fran, Fede i Luca pochodzą z Włoch, a Broduey z Brazylii. 
 - Oho, Ludmiła idzie. - powiedziała Cami.
 - Kryjcie się, bo tarantula nadchodzi. - zaśmiała się Francesca. Lara popatrzyła na Fran z lekką pogardą.
 - Co wy od niej chcecie, ona nie jest taka zła. 
 - Fede ona ma chłopaka. 
 - Ale Francesca, mi nie o to chodzi!
 - Kto to ta Ludmila? I czemu ją tak przezywacie? - zapytałam. 
 - To ta blondynka, gwiazda studia i całego świata. Uważa się za divę i wgl za najlepszą. - zaśmiał się Maxi. - Gdy jej zajdziesz za skórę, zrobi dosłownie wszystko by się pogrążyć. 
 - Ale jeśli nic jej nie zrobisz, ona tobie również nic. - wtrącił Broduey. 
 - Tylko będzie oślepiać cię swoim blaskiem. - zaśmiał się Marco . 
 - A ta dziewczyna i chłopak obok niej to kto? 
 - Naty, jej przyjaciółka, o ile można to tak nazwać, bardziej prawa ręka Ludmiły. - powiedziała Cami.
 - Biedna Naty, Ludmila ją strasznie wykorzystuje. - 
 - Maxi! - krzyknęła Cami i Fran jednocześnie. 
 - A ten chłopak? 
 - Diego, chłopak Ludmily. - powiedziała Fran. 
  Diego... przystojny, ale zajęty. ZNOWU! 
 - Ale Diego nie jest taki zły. - powiedział Marco. 
 - Cześć koledzy! - krzyknęła Ludmi. 
 - Taa, hej. 
 - Ludmiła poznaj Violettę, jest tu nowa. - przedstawiła mnie Lara.
 - Cześć Violu, może się zaprzyjaźnimy, tylko nigdy nie wzniesiesz się do mojego poziomu, ale nie martw się nikt nie ma takiego talentu jak ja. Za to możesz patrzeć jak błyszczę! 
 - Ludmila przestań... Ja jestem Diego. 
 - Cześć - powiedziałam chłopakowi, którego wzrok przyśpiesza mnie o bicie serca. Wyraźne mi się podoba. Co się ze mną dzieje...
 - A ja Naty. 
 - Oj Natalia, ty tu jesteś nie ważna. 
 - Ludmiła daj spokój Naty! - obronił ją Maxi. 
 - Miło was poznać. - wtrąciłam. 
 - Chodzisz do studia? - zapytał chłopak. 
 - Nie. A co to jest?
 - To ten budynek obok, tańczy się tam, śpiewa...
 - Chodzę tam ja, przyszła gwiazda. I mniej utalentowane ode mnie osoby... - przerwała mu blondynka. 
 - Ej słuchajcie, zaraz mamy zajęcia z Pablo, lepiej już chodźmy. - powiedział Maxi. 
 - To pa. - wykrzyknęli wychodząc. 
 - Pa - odpowiedziałam. 
 - Poradzisz sobie, dojdziesz do domu? - zapytała z troską Lara. 
 - Tak, idź już bo się spóźnisz. 
 - Okey to narka! 
 - Do zobaczenia. - powiedziałam w kierunku wychodzącej dziewczyny. 
 Zostałam ja, Diego, Marco i DJ. 
 - A wy nie idziecie? - zapytałam. 
 - Nie. 
 - Aha, to ja już pójdę. - powiedziałam. 
 - Violetto zaczekaj! - krzyknął Diego . 
 - Diego gdzie idziesz? Byliśmy umówieni. - krzyczał za nim Marco. 
 - Potem do ciebie zadzwonię. 
 - Słucham. - zapytałam gdy chłopak do mnie podszedł. 
 - Chodźmy, ruszył w stronę drzwi, a ja za nim. - odprowadzę cię do domu. 
 - Diego to nie jest dobry pomysł. 
 - Chodź. Zapisz się do studia, na pewno masz talent. Ja i Marco w tym roku się zapisujemy. Za tydzień są przesłuchania. 
 - A DJ? 
 - On też chodzi, ale jest też pomocnikiem Beto, po za tym nie wszystkie zajęcia mają wspólnie. 
 - Aha. 
 - To jak zapiszesz się? 
 - Może. 
 - Oj no weź, będziemy widywać się codziennie. - na te słowa zarumieniłam się. 
 - Diego o czym ty mówisz? - zapytałam z lekkim niepokojem. 
 - Podobasz mi się. 
 - Ale... a Ludmila? - próbowałam się temu sprzeciwić, ale ze szczęścia nie mogła, albo nie chciałam. 
 - Odkąd cię poznałem, Ludmiła jest nieważna. 
 - Zawsze jesteś taki szczery?
 - Ciii. 
  Chłopak zbliżył się jeszcze bardziej do mnie. Przymknął oczy i zbliżył wargi do moich ust. 




__________________________________________________________________
kolejny rozdział ;)

czwartek, 16 stycznia 2014

Pani Blanco

Heej! 
Już jutro nowy rozdział więc myślę, że się cieszycie ;)
Jeśli macie ochotę do mnie napisać to macie tu mojego tt i ask'a ;)
piszcie i pytajcie śmiało, lajkujcie, dawajcie obserwuj :D

Całuusyy ode mnie! :*:*

niedziela, 12 stycznia 2014

2. Przyjaźń i miłość

  Gdy już się rozpakowałam postanowiłam iść na spacer. Buenos Aires jest piękne! Jestem tu od kilku godzin, a już kocham to miasto! W pewnym momencie zauważyłam dziewczynę, ubraną w stylu chłopięcym ze skrzynkami w jej małych dłoniach. Miała ich bardzo dużo, co chwilę coś jej z nich wypadało. Postanowiłam podejść do niej i jej pomóc.
 - Cześć! Pomóc ci?
 - Dlaczego miałabyś mi pomóc? - zapytała rzucając na mnie dziwne spojrzenie.
 - Widzę, że sobie nie radzisz.
 - Tak, bo ty sobie poradzisz. - powiedziała ironicznie.
 - Daj to. - wyciągnęłam ręce do przodu biorąc kilka skrzynek i nagle ugięłam się w dół. Dziewczyna się zaśmiała. - Co w nich jest?
 - Narzędzia. Poradzisz sobie, nie złamiesz się gdy będziesz je nieść? - mówiła ciągle jeszcze się śmiejąc.
 - Tak poradzę sobie. - powiedziałam, choć pomyślałam całkiem coś innego... - Po co ci aż tle narzędzi?
 - Jestem mechanikiem motorowym. - no tak, to wiele wyjaśnia, dlaczego jest tak ubrana i te narzędzia...
 - Mechanikiem? - powtórzyłam.
 - Tak. Kręcą mnie motory! - zaśmiała się. - Mam na imię Lara.
 - A ja Violetta.
 - Mhm, jesteś tu nowa? Nigdy cię wcześniej nie widziałam.
 - Tak, kilka godzin temu przyleciałam do Buenos Aires.
 - Będziesz tu mieszkać?
 - Tak :)
 - Fajnie ;)
 - A gdzie idziemy? - zapytałam.
 - Na tor.
 - Daleko jeszcze?
 - Na pewno sobie poradzisz? - zapytała Lara spoglądając na moje nogi, które uginały się bardziej niż zwykle.
 - Tak, tak. - sama nie wierzyłam w to co mówię.
 - Pokażę ci chłopaka, który mi się strasznie, od  dawna podoba.
 - Okey :)
 - Tylko ty się w nim nie zakochaj. Haha ! :D - zaśmiała się.
 - Jasne, haha :D
 - A jesteście razem?
 - Niestety nie, jeszcze nie, ale mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. - zaśmiałyśmy się. - A ty masz chłopaka. - zapytała.
 - Nie. Mój tata jest tak opiekuńczy, że gdyby się dowiedział, że mam chłopaka to by oszalał.

  Szłyśmy przez kolejne 7 minut aż w końcu dotarłyśmy na tor.
 - To tutaj, powiedziała Lara kładąc skrzynki. -Moje królestwo, w którym jetem księżniczką. - Popatrzyła na mnie, ledwo żywą dziewczynę z ciężkimi skrzyniami w rękach. - Ooo, a skrzynki połóż tu. - Powiedziała wskazując mi miejsce. Wykonałam polecenie. - Żyjesz jeszcze? - zaśmiała się.
 - Chyba, ale nie czuję stóp i rąk... Masakra.
 - Haha :D Przeżyjesz - zaśmiałyśmy się. - Wiesz co, fajna jesteś.
 - Dziękuję, ty też :)
 - Czyżby to twoja nowa pomocnica? - zapytał chłopak idący w naszym kierunki. Wysoki brunet o nieziemsko pięknym piwnym spojrzeniu. Gdy nasze oczy się spotkały, zamarłam, czas jakby przestał płynąć, a moje serce uderzało kilka razy na sekundę. - Ze spódnicą na tor raczej się nie chodzi. - mówił ironicznie śmiejąc się. Słodki jest. Violetto nie palnij głupstwa!
 - Leon! - Lara szturchnęła go w bok po przyjacielsku. - Nie żartuj sobie. Okey więc, Violetta to Leon, Leon to Violetta.
 - Cześć. - powiedział, patrzył na mnie cały czas, a jego oczy błyszczały jak miliony diamentów.
 - Cześć. - ledwo z siebie wydusiłam te słowa. Leon... Leon... powtarzałam cały czas w głowie. Nie odrywałam od niego wzroku, a on ode mnie.
 - Więc... Będziesz pomagać Larze? - zapytał chłopak, jakby z nadzieją, że odpowiem tak,
 - Nie, nie. Zobaczyłam ją i pomogłam zanieść jej skrzynki.
 - Ooo, musisz być silna.
 - Nie no, co ty. - zarumieniłam się. Zresztą, od początku gdy go zobaczyłam, czułam, że moje policzki przybrały kolor dojrzałych poziomek.
 - Violetta jest tu nowa, dzisiaj przyleciała do Buenos Aires. - wtrąciła Lara.
 - Serio? Może oprowadzę cię po mieście, pokażę ci najfajniejsze miejsca? - spytał Leon, znów z iskrzącą się nadzieją w jego brązowych oczach. I już miałam odpowiedzieć tak, ale...
 - Nie! Ja już obiecałam to Violi, chcemy się lepiej poznać. Ja ją oprowadzę! - krzyknęła Lara kłamiąc, nic mi nie obiecywała. Oczy Leona nagle straciły iskrę nadziei, która tak ładnie współgrała z diamentowym spojrzeniem.
 - Ahh, więc wy się dopiero dziś poznałyście? - zapytał chłopak ze smutną miną.
 - Tak, tak. Ale może innym razem mi pokażesz jakieś miejsca? Hmm? - tym razem to ja zapytałam czekając na jego głośne i radosne "TAK!"
 - Tak, nie ma sprawy! - powiedział chłopak uśmiechając się. - To może ja już pójdę, a wy sobie pogadajcie. - I odszedł tak szybko, że nie zdążyłam powiedzieć mu pa, tylko patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę. Chyba się zakochałam.
  Popatrzyłam na Larę, która wydała się smutna i nieco zdenerwowana.
 - Coś się stało? - zapytałam.
 - Nie, nie ważne.
 - Na pewno.
 - Tak, na pewno, coś po prostu mi się przypomniało... - niezbyt jej wierzyłam, znam ją od dziś, ale widziałam, że coś ją gryzie.
 - Okey, to pokaż mi chłopaka, który ci się tak strasznie podoba! - krzyknęłam chcąc poprawić jej czymkolwiek humor.
 - To był on. Leon, on mi się podoba, ale pewnie nie zwróci na mnie uwagi. - powiedziała smutno Lara.. Ale jak to Leon?! Nie! A mało co i powiedziałabym jej jaki on jest słodki i że chyba się zakochałam w nim, ale ta jej smutna mina. Ale dlaczego to musiał być Leon? Dlaczego to ja i Lara musiałyśmy się w nim zakochać?
 - Aaale dlaczego? Dlaczego ma nie zwrócić na ciebie uwagi?
 - Widziałam jak na siebie patrzyliście, na mnie nigdy tak nie spojrzał, jego oczy iskrzyły się jak nigdy gdy cię zauważył, uwierz mi, znam go od dawna, a nigdy tak nie patrzył na kogoś jak na ciebie. - gdy Lara to powiedziała poczułam się jakbym latała pośród chmur. Leon się we mnie zakochał?! Ja i Lara w nim... bez sensu...
 - No weź, na pewno w tym spojrzeniu nie było nic wyjątkowego. - próbowałam ją pocieszyć, kłamiąc.
 - Podoba ci się Leon? - zapytała dziewczyna ze spojrzeniem przelanym smutkiem, widziałam w nim, że czekała na odpowiedź, która brzmi "Nie"...

_______________________________________________________________________
Myślę, że drugi rozdział jest lepszy, ale to WY to ocenicie :) 

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 1.

   Jestem na lotnisku w Buenos Aires. Wróciłam z Anglii, gdzie się uczyłam. Teraz wracam do normalności.  Do przyjaciółek, domu. Ale nie sama. Wracam z Carterem. Moim zbuntowanym księciem. Nazwałam go  tak, bo szybko robi się zazdrosny i czasami zachowuje się jak arogancka gwiazda rocka. Mimo to, bardzo  go kocham. A tak na marginesie nazywam się Kathrine Di Pietro. 
- Pójdę odebrać bagaże. - mówi Carter, przytulając mnie do siebie.
- Dobrze. Ja pójdę po coś do picia i możemy wracać. - łapię go za szyję. Delikatny pocałunek.
- Zaraz będę z powrotem. - mruczy.
 Patrzę w jego oczy.
-Obiecujesz ?
-Obiecuję.
 Puszczam jego szyję. Jeszcze chwilę patrzę się w punkt gdzie zniknął. Na lotnisku jest wielki tłum. W końcu  to pierwszy dzień wakacji. Przeciskam się pomiędzy ludźmi. Widzę stoisko. Podbiegam bliżej i staję w  kolejce. Gdy nadchodzi moja kolej mówię :
- Dwa soki pomarańczowe.
 Daje kasjerce odpowiedni banknot. Odchodzę. Idę przed siebie. Myślami jestem gdzieś indziej, a  mianowicie na planecie ,, Carter ".
 Te jego czarne włosy, opadające na czoło, zmysłowe usta, przenikające spojrzenie, szerokie i dobrze  zbudowane raniona. Nagle wpadam na kogoś. Jeden z dwóch soków rozlewa się na nieszczęśnika. 
- Bardzo przepraszam ! Zamyśliłam się. - zerkam na moją ofiar. Wyższy ode mnie o pół głowy chłopak, z  brązowymi włosami i cudownymi piwnymi oczami. Zamieram. Serce zaczyna mi szybciej bić.
 Uśmiecha się do mnie.
- Nic się nie stało. To tylko kilka większych plam. - wyjmuję z torebki chusteczki i podaje mu je.
 Patrzę na jego zgrabne ruchy, gdy wyciera koszulę. Odgarniam pasmo kasztanowych włosów z czoła.
- Naprawdę przepraszam. Chodzę z głową w chmurach. - tłumaczę się.
 On tylko się uśmiecha. Gdy kończy, patrzy na mnie. Uśmiech nie znika z jego anielskiej twarzy.
- Nie przepraszaj już. Mały wypadek. To wszystko.
- Na pewno ? - upewniam się.
 Kiwa głową. Nie mogę oderwać wzroku od jego cudownych oczu. Żadne z nas się nie odzywa. Czuję się  jakby czas stanął w miejscu.
- Masz piękne oczy. - mówi.
 Odbiera mi mowę.
- Jestem Jorge. Nie przedstawiłem się wcześniej.
- Kathrine. Przepraszam, ale muszę już iść. Ktoś na mnie czeka. - uśmiecham się do niego ostatni raz i  odchodzę.
 Przebijam się przez tłum w stronę wyjścia, ciągle oszołomiona tym wyznaniem ,, Masz piękne oczy ". Przed  głównymi drzwiami widzę Cartera. Jego twarz rozjaśnia się na mój widok. Podbiegam do niego. Przytulam  go. Jego ramiona, jakby stworzone tylko dla mnie.
- Bardzo cię kocham Kathrine. - szepcze.
- Ja ciebie też Carter. - całuję go w tak jakby, ten pocałunek miał potwierdzić to co mówię.
 Jestem ogromną szczęściarą że mam Cartera. Mojego zbuntowanego księcia. Ale nie mogę zapomnieć co  powiedział Jorge.

__________________________________________________________________

I jak wam się podoba pierwszy rozdział ? Już niedługo kolejny ;) Pozdrawiam



środa, 8 stycznia 2014

Od Pani Blanco

Hej, chciałam wam przekazać, że już w weekend pojawią się opowiadania Mrs. Blanco, które zapowiadają się naprawdę świetnie, także w weekend lub wcześniej pojawią się kolejne rozdziały przygody Violetty mojego autorstwa, a niebawem przygody Violetty z przyszłości! :)
Pomóżcie nam zyskać większą popularność reklamując bloga jeśli wam się spodoba :*
Mocno całuję i życzę wymarzonych snów i Jorgowych oczywiście :* 
DOBRANOC! ♥

1. To właśnie ja!

 Nazywam się Violetta Castillo, właśnie przyleciałam do Buenos Aires. Po panicznym locie (strasznie boję się latać samolotem) uspokoiłam się i siedząc przy stoliku w kawiarni obok lotniska, uświadomiłam sobie, że znowu muszę wszystko zacząć od nowa...
 - Violetta! Violetta!
 - Tak tato? - odruchowo zamknęłam pamiętnik, w którym zawsze wszystko opisuję.
 - Podejdź tu. - wykonałam posłusznie polecenie - Ten chłopak, z którym rozmawiałaś, kto to jest?
 - Tato, nie wiem.
 - To dlaczego rozmawiasz z nieznajomym i dlaczego z chłopakiem?
 - Tato, on mnie tylko zapytał o godzinę.
 - Aha, aha, to dobrze... Chodźmy do samochodu w domu czeka już na nas Angie i Jade.
 Mój tata - German jest bardzo opiekuńczy, ale i kochany. Angie to moja ciotka, najlepsza i najukochańsza ciocia na świecie! Jest siostrą mojej nieżyjącej mamy - Marii, a Jade... to dziewczyna mojego taty, interesuje ją tylko moda i wygląd, jesteśmy całkiem inne.

 10 min. później znaleźliśmy się w naszym nowym domu.
 Zadzwoniliśmy dzwonkiem, ponieważ jeszcze nie mieliśmy kluczy. Kiedyś mieszkaliśmy w tym domu, ale potem zaczęliśmy podróżować tu i tam...
 - Dzień dobry moje słoneczko! - w drzwiach stanęła Olga, nasza gosposia.
 - Oh, dzień dobry Olgita! - gorąco ją przytuliłam.
 - Hej, ja też chcę się przywitać z najlepszą siostrzenicą na świecie!
 - Och Angie! - momentalnie puściłam Olgę i pobiegłam przytulić się do cioci.
 - Jak podróż? Cieszysz się, że znów tu zamieszkasz? - pytała.
 - O tak! Nawet nie wiesz jak bardzo, a jeszcze bardziej cieszę się z tego. że zamieszkamy razem!
 - Ja też!
 Nagle zobaczyłam Jade. która dziwnie na nas spoglądała lecz gdy tylko zobaczyła mojego tatę, podbiegła do mnie i zaczęła mnie witać.
 - Witaj Violu! Tak cieszę się, że przyleciałaś! Teraz będziemy mogły razem chodzić na zakupy, do fryzjera i do manikiurzystki! A modne ciuchy i wygląd bardzo by ci się przydały! Co to w ogóle za styl?!
 - Jade, daj spokój! - upomniała ją Angie.
 - Tak Jade, ja też się cieszę, że cię widzę. - powiedziałam ironicznie.
 - No, ale Angie, ja mówię prawdę, po za tym tobie też przydałby się modne ciuchy... - nagle podbiegła do mojego taty, który dopiero ledwo uwolnił się z uścisków Olgi. Podbiegła do niego i przytuliła go. - Och jak się cieszę, że przyjechałeś!
 - Ja też się cieszę Jade... Ramallo weź nasze walizki. - Ramallo to współpracownik mojego ojca.
 - Oczywiście, już idę.
 - Ramallo czekaj! - krzyknęłam i podbiegłam do niego, rzuciłam mu się na szyję - Jeszcze się z tobą nie przywitałam!


_________________________________________________________________________________
No to pierwszy rozdział już za mną :) wiem szału nie ma, ale kompletnie nie wiedziałam jak zacząć żeby to miało jakiś sens :) jesteście ciekawi kolejnych losów Violetty moimi oczami? Post z następnym rozdziałem może pojawić się już JUTRO! :)
i przepraszam za mało, bo jedno (xp) zdj i brak gifów

wtorek, 7 stycznia 2014

1 rozdział jednak jutro!

SŁUCHAJCIE!
Postanowiłam się poświęcić, ponieważ już od jakiegoś czasu obiecuję dodać rozdział, dlatego postanowiłam, że:
1 rozdział pojawi się tu jutro! 
Pewnie będzie ubogi i wgl z braku czasu, ale będzie i od razu uprzedzam, w początkowych rozdziałach szału nie ma, dupy nie urywa, ale później wszystko się rozkręci i mam ogromną nadzieję, wciągnie was :)
Opowiadania piszę sama, nie kopiuję niczyich pomysłów :)



PS. Możecie mieć wkład w pisanie rozdziałów, podając mi jakiś ciekawy temat, który wplotłabym w mój tekst :) Oczywiście napiszę w notce czyj pomysł, ale nie musicie tego robić, myślę, że sama z pisaniem sb poradzę, ale nic by nie było bez waszych odwiedzin i komentarzy (których jeszcze nie było, ale ok xp). To nie będę przedłużać...

Teraz już naprawdę idę, do zobaczenia :* 

Przepraszam . . .

Bardzo, mocno przepraszam za zaśmiecanie bloga takimi notkami, ale muszę coś napisać.
Otóż, myślałam nad tym, by dziś dodać 1 rozdział, ale nie mam czasu, ponieważ pierwszy dzień szkoły po świętach, a nauczyciele już dają pełno zadań, sprawdzianów i kartkówek. 
Jutro w szkole mam tego pełno. 
Więc chciałam was powiadomić, że dziś niestety nie dam rady wrzucić rozdziału.
Ale zrobię to jutro bądź w czwartek, jeśli nie, to na sto procent rozdział/y pojawi/ą się w piątek, sobotę i niedzielę! :)
dziękuję za uwagę, całuję :* ♥

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Słuchajcie!

Jak wiecie albo i nie, ten blog będzie poświęcony opowiadaniom o serialu Violetta , napisałam już 4 rozdziały i gdy tylko będę miała czas wrzucę je tu. Oczywiście będą gify i zdj do notek, żeby było ciekawiej. :) 
Mam nadzieję, że spodobają wam się opowiadania i liczba wyświetleń wzrośnie, a może nawet pojawią się komentarze. :) 
Trzymajcie się gorąco dzióbki. :) :*
Powodzenia jutro w szkole i do zobaczenia! ♥ :)

piątek, 3 stycznia 2014

To znowu ja!

Tak więc postanowiłam kontynuować tego bloga, tylko nie wiem czy to ma jakiś sens...
chciałabym, by był pod następną notką chociaż jeden komentarz, który niesamowicie by mnie ucieszył :)
tak więc, będą tu opowiadania, tylko zastanawiam się czy na temat serialu Violetta (byłoby to moje wyobrażenie ma ten temat, nic skopiowanego) czy normalny blog o kimś innym ;) 
więc jeśli to dla was możliwe, prosiłabym o komentarze, co wybrać. 
i chociaż pewnie nie będzie ani jednego, to i tak baardzoo gorąco na nie liczę :-)