- Lara! Zwariowałaś? - krzyknęłam szybko.
- Czyli nie podoba ci się?
- Nie, w ogóle nie... - skłamałam, bo co miałam zrobić? Nie chciałam ranić Lary, nie zasługuje na to, ale nie zasługuje też na to, bym ją okłamywała...
- Uff, to dobrze, bo przy tobie nie miałabym najmniejszych szans na umówienie się z nim.
- Hej dziewczyny, nie widziałyście może Leona? - zapytał wysoki chłopak o ciemnych włosach i śmiesznym spojrzeniu.
- Tak, ścigały go żelki. - zaśmiała się Lara.
- Dzięki! - chłopak zaczął iść. - Ale chwila, gdzie poszli?
- Andres, Leon jest na torze. Po za tym jak mogły ścigać go żelki? - Lary nie dziwiło śmieszne zachowanie chłopaka...
- Nie wiem. Lara, ale nie wiesz jak się goni?
- Wiem.
- A mnie kiedyś goniły mrówki...
- Dobra Andres, to jest Violetta, Violetta to jest Andres, przyjaciel Leona. - przerwała mu Lara.
- Cześć. - powiedziałam z uśmiechem na ustach.
- Cześć - odpowiedział. - A może ty widziałaś jak żelki goniły Leona?
- Andres, przecież już ci mówiłam, Leon jest na torze! - powtórzyła Lara z dziwnym spokojem w głosie, jakby to było normalne.
- Okey, ja już muszę iść, robi się późno. - powiedziałam.
- Pa, zadzwoń do mnie, może jutro przedstawię ci naszą paczkę.
- Dobra, pa.
- Violetta czekaj! - krzyknęła Lara. - A do jakiej szkoły będziesz chodzić?
- Mam guwernantkę i uczę się w domu...
- Aha, szkoda. - powiedziała dziewczyna ze zrezygnowaniem .
- Mhm, to ja idę, papa. - powiedziałam kierując się w stronę wyjścia.
- Pa! - krzyknął Andres.
Polubiłam Larę. To naprawdę bardzo fajna dziewczyna. Szkoda tylko, że zakochałyśmy się w tym samym chłopaku. Będę musiała usunąć się na bok i unikać Leona.
Po 14 minutach byłam w domu.
- Violetto gdzie byłaś? Jest już późno. Byłaś z jakimś chłopakiem? - pytał tata, gdy tylko zauważył mnie w drzwiach.
- Tato daj spokój. Jest godzina 18, to wcale nie tak późno...
- Pewnie byłaś z jakimś chłopakiem, zaufałem ci i pozwoliłem ci wyjść, a ty umawiasz się na randki?!
- Pewnie byłaś z jakimś chłopakiem, zaufałem ci i pozwoliłem ci wyjść, a ty umawiasz się na randki?!
- Tato nie. Poznałam koleżankę, Larę. Poznałyśmy się lepiej i poplotkowałyśmy. Nic więcej.
- Ale Violetto pamiętaj, nie możesz jej od razu ufać.
- Oj tato, przestań. - podeszłam go przytulić. - Tak bardzo cię kocham.
- Ja ciebie też córeczko.
Dzisiejszy dzień minął mi szybko. Opisałam go w pamiętniku... Oczywiście większość pisałam o Leonie, jaki jest cudowny, przystojny, zabawny, po prostu najlepszy... Już nie mogę się doczekać poznania nowych osób.
Następny dzień, godzina 15.
Ktoś dzwoni do drzwi.
- Ja otworzę! - krzyknęłam zbiegając po schodach. W drzwiach stała Lara. - Cześć już idę.
- Ok, cześć.
- Tato wychodzę! - krzyknęłam ściągając z wieszaka torebkę i zakładając ją na ramię.
- Gdzie i z kim.
- Już ci mówiłam, że z Larą - szybko zamknęłam drzwi, by nie słyszeć kazania ojca. - To gdzie idziemy?
- Do Resto Baru. Tam wszyscy na nas czekają oprócz Leona, za dwa dni ma zawody i ciągle trenuje, ale jego już znasz.
- Aha, ok. - trochę ulżyło mi, że go nie zobaczę, że nie będę udawać, że jest mi obojętny, nie chcę zranić Lary, chociaż z drugiej strony coś ukuło mnie w sercu, że go nie zobaczę.
Doszłyśmy do baru. Lara przedstawiła mi wszystkich: Francescę, Camilę, Maxiego, Brodueya, Federico - brata Fran, Marco, DJ, drugi raz Andresa i właściciela baru Lucę - brata Fran i Fede. To naprawdę bardzo fajna paczka, teraz będę należeć też do nie ja.
Fran, Fede i Luca pochodzą z Włoch, a Broduey z Brazylii.
- Oho, Ludmiła idzie. - powiedziała Cami.
- Kryjcie się, bo tarantula nadchodzi. - zaśmiała się Francesca. Lara popatrzyła na Fran z lekką pogardą.
- Co wy od niej chcecie, ona nie jest taka zła.
- Fede ona ma chłopaka.
- Ale Francesca, mi nie o to chodzi!
- Kto to ta Ludmila? I czemu ją tak przezywacie? - zapytałam.
- To ta blondynka, gwiazda studia i całego świata. Uważa się za divę i wgl za najlepszą. - zaśmiał się Maxi. - Gdy jej zajdziesz za skórę, zrobi dosłownie wszystko by się pogrążyć.
- Ale jeśli nic jej nie zrobisz, ona tobie również nic. - wtrącił Broduey.
- Tylko będzie oślepiać cię swoim blaskiem. - zaśmiał się Marco .
- A ta dziewczyna i chłopak obok niej to kto?
- Naty, jej przyjaciółka, o ile można to tak nazwać, bardziej prawa ręka Ludmiły. - powiedziała Cami.
- Biedna Naty, Ludmila ją strasznie wykorzystuje. -
- Maxi! - krzyknęła Cami i Fran jednocześnie.
- A ten chłopak?
- Diego, chłopak Ludmily. - powiedziała Fran.
Diego... przystojny, ale zajęty. ZNOWU!
- Ale Diego nie jest taki zły. - powiedział Marco.
- Cześć koledzy! - krzyknęła Ludmi.
- Taa, hej.
- Ludmiła poznaj Violettę, jest tu nowa. - przedstawiła mnie Lara.
- Cześć Violu, może się zaprzyjaźnimy, tylko nigdy nie wzniesiesz się do mojego poziomu, ale nie martw się nikt nie ma takiego talentu jak ja. Za to możesz patrzeć jak błyszczę!
- Cześć Violu, może się zaprzyjaźnimy, tylko nigdy nie wzniesiesz się do mojego poziomu, ale nie martw się nikt nie ma takiego talentu jak ja. Za to możesz patrzeć jak błyszczę!
- Ludmila przestań... Ja jestem Diego.
- Cześć - powiedziałam chłopakowi, którego wzrok przyśpiesza mnie o bicie serca. Wyraźne mi się podoba. Co się ze mną dzieje...
- A ja Naty.
- Oj Natalia, ty tu jesteś nie ważna.
- Ludmiła daj spokój Naty! - obronił ją Maxi.
- Miło was poznać. - wtrąciłam.
- Chodzisz do studia? - zapytał chłopak.
- Nie. A co to jest?
- To ten budynek obok, tańczy się tam, śpiewa...
- Chodzę tam ja, przyszła gwiazda. I mniej utalentowane ode mnie osoby... - przerwała mu blondynka.
- Ej słuchajcie, zaraz mamy zajęcia z Pablo, lepiej już chodźmy. - powiedział Maxi.
- To pa. - wykrzyknęli wychodząc.
- Pa - odpowiedziałam.
- Poradzisz sobie, dojdziesz do domu? - zapytała z troską Lara.
- Tak, idź już bo się spóźnisz.
- Okey to narka!
- Do zobaczenia. - powiedziałam w kierunku wychodzącej dziewczyny.
Zostałam ja, Diego, Marco i DJ.
- A wy nie idziecie? - zapytałam.
- Nie.
- Aha, to ja już pójdę. - powiedziałam.
- Violetto zaczekaj! - krzyknął Diego .
- Diego gdzie idziesz? Byliśmy umówieni. - krzyczał za nim Marco.
- Potem do ciebie zadzwonię.
- Słucham. - zapytałam gdy chłopak do mnie podszedł.
- Chodźmy, ruszył w stronę drzwi, a ja za nim. - odprowadzę cię do domu.
- Diego to nie jest dobry pomysł.
- Chodź. Zapisz się do studia, na pewno masz talent. Ja i Marco w tym roku się zapisujemy. Za tydzień są przesłuchania.
- A DJ?
- On też chodzi, ale jest też pomocnikiem Beto, po za tym nie wszystkie zajęcia mają wspólnie.
- Aha.
- To jak zapiszesz się?
- Może.
- Oj no weź, będziemy widywać się codziennie. - na te słowa zarumieniłam się.
- Diego o czym ty mówisz? - zapytałam z lekkim niepokojem.
- Podobasz mi się.
- Ale... a Ludmila? - próbowałam się temu sprzeciwić, ale ze szczęścia nie mogła, albo nie chciałam.
- Odkąd cię poznałem, Ludmiła jest nieważna.
- Zawsze jesteś taki szczery?
- Ciii.
Chłopak zbliżył się jeszcze bardziej do mnie. Przymknął oczy i zbliżył wargi do moich ust.
__________________________________________________________________
kolejny rozdział ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz