- Nie Leon. My nie powinniśmy.
- Dlaczego?
- Proszę, nie naciskaj na mnie.
- No dobrze. :)
- Leon.
- Tak?
- Ale po co było to porwanie? Nie mogłeś mnie normalnie zaprosić? Ogromnie się bałam!
- Haha :D Nie Violetta. Gdybym cię zapytał, nie zgodziłabyś się. A tak chociaż miałem pewność, że będziesz. Hahaha :d - znowu zaśmiał się chłopak. Gdy się uśmiechał, śmiał, a czasami nawet mówił, w jego policzkach robiły się słodkie dołeczki. A jego oczy promieniowały szczęściem na cały świat.
- Skąd wiesz?
- A nie mówiłem. - znów się roześmiał.
- Och Leon. Ale skąd wiedziałeś?
- Czułem to. Tu w sercu - wziął moją rękę i położył ją na swoją klatkę piersiową. Położył ją na sercu. Czułam jego szybsze bicie, któro razem z moim, tworzyło muzykę, muzykę miłości. Czas się zatrzymał... - Czułem to tak, jak...
- Może coś zjemy? - przerwałam mu psując tą niezwykłą atmosferę i wyciągnęłam rękę spod jego dłoni , bo wiedziałam co chce mi powiedzieć, wiedziałam, że chce mi wyznać miłość.
- Tak, dobrze. Ale dlaczego mi przerwałaś?
- Bo jestem głodna. - powiedziałam z szerokim uśmiechem przytulając się do jego ramienia.
- Dobrze, to może.. truskawki z bitą śmietaną? - i od razu wyciągnął ręce bo jedzenie. Namoczył truskawkę w bitej śmietanie i włożył mi do ust.
Gdy już przełknęłam, powiedziałam...
- Leon!
- Jeszcze jedną? - i powtórzył tą czynność. - Smaczne?
- Tak bardzo. :) Zagraj mi jeszcze tą drugą melodię, którą przedtem grałeś.
- No dobrze, ale nie pamiętam jak to leciało. - sięgnął po gitarę i zaczął grać i śpiewać .
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee ee
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.
Gdy już skończył, zapytałam.
- Nie pamiętasz jak to leciało? Haha :D Zagrałeś i zaśpiewałeś tą piosenkę identycznie jak przedtem, a mówiłeś, że nie znasz tej piosenki.
- Bo nie znam. Gdy patrzę na ciebie melodia i słowa same się ze mnie wylewają. Jesteś moją muzyką, jesteś moim tekstem. Jesteś moją inspiracją, jesteś moim natchnieniem.
Szybko odłożył gitarę, zbliżył swoje usta do moich...
Pocałował mnie, a ja odwzajemniłam pocałunek... mój pierwszy pocałunek...
To niezwykłe gdy całujesz osobę, którą kochasz. Wtedy cały świat się nie liczy... Jesteś tylko TY i ON i chcielibyście, by tak było już ZAWSZE! Zawsze i na zawsze.
Czas się zatrzymał...
Po ok. minucie...
- I jak? Było aż tak źle? - zapytała lekko śmiejąc się gdy skończyliśmy się całować.
- Leon.. - nie wiedziałam co mam powiedzieć. Czułam, że moje policzki pokryła wiśniowa czerwień. Ten pocałunek zrobił na mnie wielkie wrażenie, pozytywne! Czuję się jak w niebie. Nie, o wiele lepiej.
- Słucham, mów.
- To głupie... To mój pierwszy pocałunek, a ty pewnie całowałeś już wiele dziewczyn i...
- Nie. - przerwał mi z uśmiechem.
- Nie?
- Nie. To nie był pierwszy pocałunek dla mnie, ale oprócz ciebie, całowałem tylko jedną dziewczynę.
- Naprawdę?
- Tak. Nie całuję byle kogo. - poczułam, że kolor wiśniowych policzków był teraz bardziej intensywny. - Moje policzki też wyglądają teraz jak dojrzałe czereśnie wiszące na drzewie, które oświeca słońce? ;)
- A ja takie mam? - zapytałam znając odpowiedź.
- Tak. - zaśmiał się. - Uroczo tak wyglądasz.
- Dziękuję.
Nagle oprzytomniałam, przypomniałam sobie, że istnieje świat.!
- Leon, która godzina? - chłopak popatrzył na zegarek.
- 2:15.
- Już?! Ojejku, jak późno!
- Odwieźć cię do domu? - zapytał troskliwie, słodziak.
- Tak, tak. Pomóc ci posprzątać?
- Nie, nie trzeba. Jutro ogarnę to z Abdresem.
- Z Andresem?
- Tak. To mój najlepszy przyjaciel, a co?
- Nie nic. To jedziemy?
- Tak. Nie, chwilkę czekaj!
- O co chodzi? Coś się stało?
Chłopak nie odpowiedział. Odwiązał od ławki balony w kształcie serc, wypełnione helem, podszedł do mnie i przywiązał mi je do lewej ręki.
- Dla ciebie. - powiedział, po czym pocałował mnie w policzek.
- Och Leon, dziękuję! - teraz to ja pocałowałam go w policzek, na dowód wdzięczności.
- Więc jedziemy?
- Tak. - powiedziałam i zmierzyłam w stronę motoru.
- Poczekaj, kask.
Założył mi go i pojechaliśmy w kierunku domu.
Po pewnym czasie znaleźliśmy się pod moim mieszkaniem. Zsiadłam z motoru, zdjęłam kask.
- Dziękuję. - powiedziałam.
- Nie, to ja dziękuję. Cieszę się, że mogłem spędzić z tobą ten czas, sam na sam.
- Leon... Musze już iść.
- Do zobaczenia. - zszedł szybko z motoru i trzymając już wcześniej zdjęty kask w ręce, ucałował mnie w policzek.
- Dobranoc.
- Śnij o mnie.
- Weszłam do domu. Usłyszałam jak po jakimś czasie, motor rusza. Po cichu poszłam do pokoju, wszyscy spali. Na szczęście. Weszłam do pokoju.
- Och Leon. Leon, Leon, Leon... Tak mocno go kocham! - ściągnęłam balony i przywiązałam je do nóżki od stolika nocnego. I wtedy spostrzegłam. - O nie, nadal mam Leon kurtkę... - ściągnęłam ją, przytuliłam się do niej i powąchałam ją. Poczułam cudowny zapach jego drogich perfum. Położyłam się na łóżku i zasnęłam z jego kurtką w ramionach, a nade mną unosiły się lekko sercowe balony...
Rano:
- Violetta! Violetto! Wstawaj! - ktoś krzyknął zza drzwi. - Violetto wchodzę! Violetta wstawaj! Violu! - to był tata.
- Oj tato, chcę spać.
- Violetta jest już jedenasta! Wstawaj! - podszedł bliżej łóżka, na którym leżałam. - Chwila, co ty masz w rękach?
- Co? - zapytałam i wtedy sobie przypomniałam, kurtka Leona...
- Violetta to jest męska, skórzana kurtka! Skąd ją masz? Violetta co ty robiłaś w nocy?! Możesz mi wytłumaczyć?!
___________________________________________________________________
Rozdziały na razie bez gifów i zdj bo nie znalazłam odpowiednich ;oo a jeden miałam w głowie do zrobienia i dupa :( ale ok :)
wczoraj było najwięcej jak dotąd odwiedzin na blogu co mnie przeogromnie ucieszyło, a dokładnie było 230 WYŚWIETLEŃ w ciągu wczorajszego dnia :)
WOW, emocje xD ;3
DZIĘKUJĘ SERDECZNIE ♥ ale jednak wciąż zeroo komentarzy :(
sobota, 22 lutego 2014
piątek, 21 lutego 2014
7. Oczywiście... Diego...
- Co? - powiedział chłopak.
- Ymm...
- Jaki Diego? Nie wierzę... - i teraz dopiero zobaczyłam dokładnie jego twarz.
- Leon! Przepraszam!
- Nie, wiesz co, nie masz za co. Może lepiej odwiozę cię do domu. - powiedział ze zrezygnowaniem.
- Nie, nie! Stój! - krzyknęłam i podbiegłam do niego. Rzuciłam mu się na szyję. - Zostań. Rozmazało mi się w oczach i dlatego nie mogłam dokładnie zobaczyć kim jesteś.
- Haha, skoro tak bardzo prosisz. - zaśmiał się. - odsunęłam się od niego.
- To jest na prawdę takie śmieszne? To dlatego, że rozmazują mi się jeszcze oczy po tej opasce.
- Więc nie chcesz by to był Diego?
- Niee...
- To dobrze, bo wiesz, on chodzi z Ludmilą.
- Tak wiem... Chwila... To ty znasz Diego?
- Tak, to mój kolega, dobry kolega. Widzę, że ty też go znasz.
- Ooo. Tak, znam go. Ale nie mówmy o nim. To wszystko dla mnie? - spojrzałam na romantyczne otoczenie.
- Tak. Podoba ci się? - powiedział Leon takim głosem, który mnie zawsze pociągał. Chociaż znam go od niedawna, to dobrze znam ten głos, uwodzicielski głos, którym mówi tylko do mnie.
- Tak! Tu jest cudownie! - wstałam i znowu zaczęłam się rozglądać, podziwiając tą romantyczną atmosferę. I wtedy oprzytomniałam. Miałam oddalić się od Leona. A co ja robię?! To Lara ma się do niego zbliżyć. nie ja! Co mam zrobić?! - Ale po co to? - zapytałam.
- To dla ciebie.
- Tak wiem, ale po co? - zapytałam znowu psując całą atmosferę.
- Jeszcze nie zrozumiałaś? - oczywiście, że zrozumiałam! Spodobałam się Leonowi i to z wzajemnością, ale nie mogę tak postępować. To nie fair w stosunku do Lary. - Zimno ci? - Nie czekając na odpowiedź zdjął kurtkę i założył mi na ramiona. - Usiądź. - Zaczęłam się oddalać, by przycupnąć tam gdzie wcześniej. - Nie, Violetta, usiądź obok mnie.
- OK. - Powiedziałam wkładając ręce w kurtkę.
Leon wziął gitarę leżącą obok niego i zaczął śpiewać i grać piosenkę.
Es por lo momentos que parezco invisible
Y solo yo entiendo lo que me hiciste
Mirame bien, dime quien es el mejor
Cerca de ti, irresistible
Una actuacion, poco creible
Mirame bien, dime quien es el mejor
Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
- I jak? - zapytał?
- Och Leon, było cudownie. Piękna piosenka. Sam ją napisałeś?
- Tak, sam. Gdy śpiewam dla ciebie na pewno brzmi jeszcze lepiej. - powiedział romantycznie, po chwili zaśmiał się, a ja się zarumieniłam.
- Mm, jak nazywa się ta piosenka?
- Voy por ti.
- Świetna! Cudownie śpiewasz i grasz. - Leon się uśmiechnął.
W tej chwili chłopak zaczął znów coś grać, tym razem inną melodię.
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee ee
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.
-Ooo, piękna. Jak ta się nazywa? - zapytałam.
- Nie wiem. - powiedział chłopak w zamyśleniu patrząc na mnie, gdy śpiewał cały czas patrzył na mnie. Odłożył gitarę. - Patrzyłem na ciebie, melodia i tekst same ze mnie wyszły.
Chłopak zbliżył się do mnie... Nasze usta co raz bardziej zaczęły się do siebie zbliżać...
- Ymm...
- Jaki Diego? Nie wierzę... - i teraz dopiero zobaczyłam dokładnie jego twarz.
- Leon! Przepraszam!
- Nie, wiesz co, nie masz za co. Może lepiej odwiozę cię do domu. - powiedział ze zrezygnowaniem.
- Nie, nie! Stój! - krzyknęłam i podbiegłam do niego. Rzuciłam mu się na szyję. - Zostań. Rozmazało mi się w oczach i dlatego nie mogłam dokładnie zobaczyć kim jesteś.
- Haha, skoro tak bardzo prosisz. - zaśmiał się. - odsunęłam się od niego.
- To jest na prawdę takie śmieszne? To dlatego, że rozmazują mi się jeszcze oczy po tej opasce.
- Więc nie chcesz by to był Diego?
- Niee...
- To dobrze, bo wiesz, on chodzi z Ludmilą.
- Tak wiem... Chwila... To ty znasz Diego?
- Tak, to mój kolega, dobry kolega. Widzę, że ty też go znasz.
- Ooo. Tak, znam go. Ale nie mówmy o nim. To wszystko dla mnie? - spojrzałam na romantyczne otoczenie.
- Tak. Podoba ci się? - powiedział Leon takim głosem, który mnie zawsze pociągał. Chociaż znam go od niedawna, to dobrze znam ten głos, uwodzicielski głos, którym mówi tylko do mnie.
- Tak! Tu jest cudownie! - wstałam i znowu zaczęłam się rozglądać, podziwiając tą romantyczną atmosferę. I wtedy oprzytomniałam. Miałam oddalić się od Leona. A co ja robię?! To Lara ma się do niego zbliżyć. nie ja! Co mam zrobić?! - Ale po co to? - zapytałam.
- To dla ciebie.
- Tak wiem, ale po co? - zapytałam znowu psując całą atmosferę.
- Jeszcze nie zrozumiałaś? - oczywiście, że zrozumiałam! Spodobałam się Leonowi i to z wzajemnością, ale nie mogę tak postępować. To nie fair w stosunku do Lary. - Zimno ci? - Nie czekając na odpowiedź zdjął kurtkę i założył mi na ramiona. - Usiądź. - Zaczęłam się oddalać, by przycupnąć tam gdzie wcześniej. - Nie, Violetta, usiądź obok mnie.
- OK. - Powiedziałam wkładając ręce w kurtkę.
Leon wziął gitarę leżącą obok niego i zaczął śpiewać i grać piosenkę.
Es por lo momentos que parezco invisible
Y solo yo entiendo lo que me hiciste
Mirame bien, dime quien es el mejor
Cerca de ti, irresistible
Una actuacion, poco creible
Mirame bien, dime quien es el mejor
Hablemos de una vez
Yo te veo pero tu no ves
En esta historia todo esta al reves
No me importa esta vez
Voy Por Ti , Voy..
Hablemos de una vez
Siempre cerca tuyo estare
Aunque no me veas mirame,
No me importa esta vez
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
Voy Por Ti
- I jak? - zapytał?
- Och Leon, było cudownie. Piękna piosenka. Sam ją napisałeś?
- Tak, sam. Gdy śpiewam dla ciebie na pewno brzmi jeszcze lepiej. - powiedział romantycznie, po chwili zaśmiał się, a ja się zarumieniłam.
- Mm, jak nazywa się ta piosenka?
- Voy por ti.
- Świetna! Cudownie śpiewasz i grasz. - Leon się uśmiechnął.
W tej chwili chłopak zaczął znów coś grać, tym razem inną melodię.
Podemos pintar, colores al alma,
Podemos gritar iee ee
Podemos volar, sin tener alas...
Ser la letra en mi canción,
Y tallarme en tu voz.
-Ooo, piękna. Jak ta się nazywa? - zapytałam.
- Nie wiem. - powiedział chłopak w zamyśleniu patrząc na mnie, gdy śpiewał cały czas patrzył na mnie. Odłożył gitarę. - Patrzyłem na ciebie, melodia i tekst same ze mnie wyszły.
Chłopak zbliżył się do mnie... Nasze usta co raz bardziej zaczęły się do siebie zbliżać...
piątek, 14 lutego 2014
6. Sprzeczność
Jechaliśmy jeszcze przez chwilę. Chłód przenikał mnie co raz bardziej. Zatrzymaliśmy się w odległości około 8 metrów od świecącej się latarni, jedynej wśród mroku. Nie wiedziałam co mam robić. Strach kompletnie zagłuszył moje myśli.
- Zejdź z motoru. - powiedział mężczyzna. - Zamknij oczy.
- Zrobiłam to co mi rozkazał. Chociaż nie wiem po co zamknęłam oczy. Jest ciemno, ja nie zobaczyłabym jego twarzy, a on moich oczu. Po chwili stanął przede mną i zdjął mi z głowy kask.
- Nie opieraj się. - powiedział.
- Nie rozumiem. - powiedziałam totalnie przerażona i w tej chwili poczułam jak zakłada mi jakąś przepaskę na oczy i wiąże z tyłu głowy. - Ale co ty robisz? - powiedziałam.
- Ciii.- Wziął mnie na ręce. - Teraz gdzieś pójdziemy, a ty masz być mi posłuszna i się nie odzywać.
Znowu go posłuchałam. Mimo iż drżałam ze strachu, to w jego ramionach czułam się bezpiecznie. Dziwne. Z jednej strony,chcę wrócić do domu, rodziny, swojego ciepłego łózka, ale z drugiej, chcę by tej nocy jego ciepłe objęcia przykrywały moje zimne, drżące ciało.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego ty mnie porywasz? Co to ci da? - złamałam jego zakaz i zaczęłam pytać. - To bez sensu. - Chłopak zaśmiał się. Skądś znałam ten śmiech.
- Wkrótce dowiesz się wszystkiego.
- Ale po co ci jestem potrzebna? Dlaczego to właśnie ja?
- Hej, hej, hej. Nie rozpędzaj się. To ja tutaj wyznaczam warunki, nie ty! Zapamiętaj to sobie. - powiedział oburzony i zdenerwowany.
- Dobrze. - strach jeszcze bardziej we mnie wszedł.
- Milcz!
Przycisną moje drobne ciało do swojego umięśnionego (co było czuć nawet przez kurtkę) ciała jeszcze bardziej, jakby chciał przelać na mnie to ciepło, które wylewało się z jego środka, mimo tych zimnych i szorstkich słów i zachowań. Ten chłopak jest pełen sprzeczności.
Szliśmy, właściwie tylko on, ze mną na rękach, jeszcze przez przez chwilę, aż położył mnie na gładkim kocu lub czymś podobnym.
- Zamknij oczy. - powiedział.
- Przecież i tak nic nie widzę.
- Zamknij oczy. - powtórzył lecz tym razem w jego głosie było więcej stanowczości, ale i zarazem spokoju, więc go posłuchałam.
Poczułam jak odwiązuje mi chustkę, którą miałam na oczach, ściąga ją... i w tej chwili poczułam, jak bardzo przywiązałam się do tajemniczego chłopaka i że jakaś część mnie nie chce wiedzieć kim tak naprawdę jest ten mężczyzna.. Usłyszałam kroki.
- Otwórz oczy.
Otworzyłam. Siedziałam w piżamie, trzęsąc się z zimna, na dużym, czerwonym kocu pod latarnią. Na kocu spoczywało mnóstwo jedzenia i słodkości, sok, kubki ze słodkimi nadrukami, a obok nich koszyk piknikowy. Z mojej lewej strony, stała ławka, na niej kilkadziesiąt świeczek zapachowych, których czekoladowo-waniliowo-truskawkowa woń unosiła się wokół nas. Do ławki przywiązane były balony w kształcie serca wypełnione helem, były w kolorach pudrowego różu, różu i czerwieni. Nad ławką rosło wielkie drzewo, na którym kwitły różowe kwiaty. Wokół koca i na nim były rozsypane czerwone, różowe, żółte i pomarańczowe płatki róż. A na środku stał wazon, w którym były dwie dojrzałe czerwone róże. Obok niego w miseczce leżały, ładnie poukładane, czerwone truskawki, obok nich w oddzielnej miseczce bita śmietana, a dalej mus czekoladowy... Och, jak tu romantycznie. Dopiero teraz spojrzałam na chłopaka, który siedział na drugim końcu kocu przede mną.obok niego leżała gitara. Jego twarz, którą rozjaśniało światło latarni i lekkie, unoszące się na wietrze, płomyczki świec, nieco mi się rozmazała, ale zaraz obraz się wyostrzył,
- Diego?!
- Zejdź z motoru. - powiedział mężczyzna. - Zamknij oczy.
- Zrobiłam to co mi rozkazał. Chociaż nie wiem po co zamknęłam oczy. Jest ciemno, ja nie zobaczyłabym jego twarzy, a on moich oczu. Po chwili stanął przede mną i zdjął mi z głowy kask.
- Nie opieraj się. - powiedział.
- Nie rozumiem. - powiedziałam totalnie przerażona i w tej chwili poczułam jak zakłada mi jakąś przepaskę na oczy i wiąże z tyłu głowy. - Ale co ty robisz? - powiedziałam.
- Ciii.- Wziął mnie na ręce. - Teraz gdzieś pójdziemy, a ty masz być mi posłuszna i się nie odzywać.
Znowu go posłuchałam. Mimo iż drżałam ze strachu, to w jego ramionach czułam się bezpiecznie. Dziwne. Z jednej strony,chcę wrócić do domu, rodziny, swojego ciepłego łózka, ale z drugiej, chcę by tej nocy jego ciepłe objęcia przykrywały moje zimne, drżące ciało.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego ty mnie porywasz? Co to ci da? - złamałam jego zakaz i zaczęłam pytać. - To bez sensu. - Chłopak zaśmiał się. Skądś znałam ten śmiech.
- Wkrótce dowiesz się wszystkiego.
- Ale po co ci jestem potrzebna? Dlaczego to właśnie ja?
- Hej, hej, hej. Nie rozpędzaj się. To ja tutaj wyznaczam warunki, nie ty! Zapamiętaj to sobie. - powiedział oburzony i zdenerwowany.
- Dobrze. - strach jeszcze bardziej we mnie wszedł.
- Milcz!
Przycisną moje drobne ciało do swojego umięśnionego (co było czuć nawet przez kurtkę) ciała jeszcze bardziej, jakby chciał przelać na mnie to ciepło, które wylewało się z jego środka, mimo tych zimnych i szorstkich słów i zachowań. Ten chłopak jest pełen sprzeczności.
Szliśmy, właściwie tylko on, ze mną na rękach, jeszcze przez przez chwilę, aż położył mnie na gładkim kocu lub czymś podobnym.
- Zamknij oczy. - powiedział.
- Przecież i tak nic nie widzę.
- Zamknij oczy. - powtórzył lecz tym razem w jego głosie było więcej stanowczości, ale i zarazem spokoju, więc go posłuchałam.
Poczułam jak odwiązuje mi chustkę, którą miałam na oczach, ściąga ją... i w tej chwili poczułam, jak bardzo przywiązałam się do tajemniczego chłopaka i że jakaś część mnie nie chce wiedzieć kim tak naprawdę jest ten mężczyzna.. Usłyszałam kroki.
- Otwórz oczy.
Otworzyłam. Siedziałam w piżamie, trzęsąc się z zimna, na dużym, czerwonym kocu pod latarnią. Na kocu spoczywało mnóstwo jedzenia i słodkości, sok, kubki ze słodkimi nadrukami, a obok nich koszyk piknikowy. Z mojej lewej strony, stała ławka, na niej kilkadziesiąt świeczek zapachowych, których czekoladowo-waniliowo-truskawkowa woń unosiła się wokół nas. Do ławki przywiązane były balony w kształcie serca wypełnione helem, były w kolorach pudrowego różu, różu i czerwieni. Nad ławką rosło wielkie drzewo, na którym kwitły różowe kwiaty. Wokół koca i na nim były rozsypane czerwone, różowe, żółte i pomarańczowe płatki róż. A na środku stał wazon, w którym były dwie dojrzałe czerwone róże. Obok niego w miseczce leżały, ładnie poukładane, czerwone truskawki, obok nich w oddzielnej miseczce bita śmietana, a dalej mus czekoladowy... Och, jak tu romantycznie. Dopiero teraz spojrzałam na chłopaka, który siedział na drugim końcu kocu przede mną.obok niego leżała gitara. Jego twarz, którą rozjaśniało światło latarni i lekkie, unoszące się na wietrze, płomyczki świec, nieco mi się rozmazała, ale zaraz obraz się wyostrzył,
- Diego?!
5. Porwanie
- Aaaaaaa! - zaczęłam krzyczeć. - Pomocy! Ratunku! Aaaaa! Ludzie pomóżcie mi! Ktoś na mnie napadł!
W tej chwili czyjaś ręka zatkała mi usta, tak dokładnie, że nie mogłam nic wykrzyczeć ani powiedzieć. Próbowałam ugryźć tego kogoś, jakoś się bronić, ale nic z tego. Ten ktoś był o wiele ode mnie silniejszy, a strach mnie kompletnie sparaliżował. Strasznie się boję. Ktoś mnie porywa, a ja nie jestem w stanie nic z tym zrobić.
Poczułam jak ktoś zakłada mi na głowę kask, jednak jedną ręką ciągle przytrzymuje mi usta i dociska mnie do ogrodzenia bym nie uciekła.
- A teraz zrobisz to, ci ja ci każę, albo będzie źle z tobą i z twoją rodziną. - jakiś mężczyzna powiedział to nieznanym mi głosem. Po głowie zaczęły chodzić mi najgorsze myśli. Co robić?!
- Dobrze, ale proszę nie rób nam krzywdy. - powiedziałam gdy wziął dłoń z moich ust.
- Zobaczymy, ale masz nie krzyczeć i się nie opierać. - ton tego zdecydowanego głosu mnie przerażał.
- Okey. - powiedziałam, choć chciałam wołać o pomoc ze wszystkich swoich sił.
- Siadaj na motor. - powiedział chłopak w kasku, ale teraz jego głos zabrzmiał dziwnie znajomo.
- Chwila, czy my się nie znamy? - zapytałam.
- Nie! Wsiadaj na motor! - powiedział głośniej.
Wystraszyłam się jeszcze bardziej, więc posłusznie wykonałam polecenie. Jaka ja jestem głupia. I po co o to pytałam? Wsiadłam na motor. Po chwili chłopak usiadł przede mną.
- Złap mnie w pasie. - objęłam go. Nagle przypomniałam sobie, że jestem w piżamie.
- Ej, chwila. Jestem w piżamie.
- Nieważne! - odpowiedział z obojętnością i w tej chwili ruszył.
Po ok. 5 min. drogi zapytałam.
- Ale czy my się na pewno nie znamy?
- Stul twarz! Albo za to zapłacisz! - krzyknął kierowca. - Nie znasz mnie! Nigdy mnie nie widziałaś! Czy ty się w końcu zamkniesz?!
Bardzo się przeraziłam, widocznie mocno wkurzyłam mężczyznę, lepiej już nie będę się odzywać i spróbuję się opanować, chociaż będzie to bardzo trudne... Lepiej, by nic mi się ni stało, mi, a szczególnie mojej rodzinie. Nie, to nie może być ktoś kogo znam. Nikt z moich znajomych tak się nie zachowuje. Widać mówi on prawdę.
Po ok. 10 minutach wjechaliśmy w bardzo ciemną ulicę. Ten mrok sprawił, że chłód jeszcze bardziej mnie dotknął. Ale siedziałam dalej w krótkiej piżamie nie odzywając się.
Nie świeciły się tu żadne światła i latarnie, nic kompletnie, ciemno i głucho naokoło. Chociaż.. Jedyne co dawało światło to światła motoru i jakiś oddalony punkt. A dźwięk? Tylko silnik motoru, woda, tak woda, chyba płynie obok jakiś strumień albo rzeka i moje szczerkanie zębów ze strachu i z zimna...
W tej chwili czyjaś ręka zatkała mi usta, tak dokładnie, że nie mogłam nic wykrzyczeć ani powiedzieć. Próbowałam ugryźć tego kogoś, jakoś się bronić, ale nic z tego. Ten ktoś był o wiele ode mnie silniejszy, a strach mnie kompletnie sparaliżował. Strasznie się boję. Ktoś mnie porywa, a ja nie jestem w stanie nic z tym zrobić.
Poczułam jak ktoś zakłada mi na głowę kask, jednak jedną ręką ciągle przytrzymuje mi usta i dociska mnie do ogrodzenia bym nie uciekła.
- A teraz zrobisz to, ci ja ci każę, albo będzie źle z tobą i z twoją rodziną. - jakiś mężczyzna powiedział to nieznanym mi głosem. Po głowie zaczęły chodzić mi najgorsze myśli. Co robić?!
- Dobrze, ale proszę nie rób nam krzywdy. - powiedziałam gdy wziął dłoń z moich ust.
- Zobaczymy, ale masz nie krzyczeć i się nie opierać. - ton tego zdecydowanego głosu mnie przerażał.
- Okey. - powiedziałam, choć chciałam wołać o pomoc ze wszystkich swoich sił.
- Siadaj na motor. - powiedział chłopak w kasku, ale teraz jego głos zabrzmiał dziwnie znajomo.
- Chwila, czy my się nie znamy? - zapytałam.
- Nie! Wsiadaj na motor! - powiedział głośniej.
Wystraszyłam się jeszcze bardziej, więc posłusznie wykonałam polecenie. Jaka ja jestem głupia. I po co o to pytałam? Wsiadłam na motor. Po chwili chłopak usiadł przede mną.
- Złap mnie w pasie. - objęłam go. Nagle przypomniałam sobie, że jestem w piżamie.
- Ej, chwila. Jestem w piżamie.
- Nieważne! - odpowiedział z obojętnością i w tej chwili ruszył.
Po ok. 5 min. drogi zapytałam.
- Ale czy my się na pewno nie znamy?
- Stul twarz! Albo za to zapłacisz! - krzyknął kierowca. - Nie znasz mnie! Nigdy mnie nie widziałaś! Czy ty się w końcu zamkniesz?!
Bardzo się przeraziłam, widocznie mocno wkurzyłam mężczyznę, lepiej już nie będę się odzywać i spróbuję się opanować, chociaż będzie to bardzo trudne... Lepiej, by nic mi się ni stało, mi, a szczególnie mojej rodzinie. Nie, to nie może być ktoś kogo znam. Nikt z moich znajomych tak się nie zachowuje. Widać mówi on prawdę.
Po ok. 10 minutach wjechaliśmy w bardzo ciemną ulicę. Ten mrok sprawił, że chłód jeszcze bardziej mnie dotknął. Ale siedziałam dalej w krótkiej piżamie nie odzywając się.
Nie świeciły się tu żadne światła i latarnie, nic kompletnie, ciemno i głucho naokoło. Chociaż.. Jedyne co dawało światło to światła motoru i jakiś oddalony punkt. A dźwięk? Tylko silnik motoru, woda, tak woda, chyba płynie obok jakiś strumień albo rzeka i moje szczerkanie zębów ze strachu i z zimna...
Walentynkowa niespodzianka! WIELKIE BUM!
Jak doskonale wiecie, dziś są WALENTYNKI ♥ !
życzę wam, by ten dzień był przez Was spędzony w gronie najbliższych, najukochańszych, najlepszych osób (osoby), które pojawiły się w Waszym życiu :) :*
życzę wam, by ten dzień był przez Was spędzony w gronie najbliższych, najukochańszych, najlepszych osób (osoby), które pojawiły się w Waszym życiu :) :*
Ja z tej okazji zaplanowałam niespodziankę :)
Więc oto i one:
Dzisiaj na blogu pojawi się nowe ROZDZIAŁY.
Postanowiłam też podjąć się pisania jeszcze innych 2 BLOGÓW. :)
jeden z nich, będzie poświęcony dorosłemu życiu przyjaciół z Studia On Beat (Studia 21!), moimi niebieskimi oczami. :) ;)
Drugi natomiast, w żadnym wypadku nie będzie się tyczył "Violetty".
Rozdziały jeszcze nie są napisane, ale w mojej głowie mnóstwo pomysłów. :]
Niebawem możecie się spodziewać nowych historii na nowych blogach :)
Od razu zapraszam serdecznie do czytania ;*
Szczęśliwych, przelanych miłością i szczęściem WALENTYNEK! ♥
Wasza, Pani Blanco
czwartek, 13 lutego 2014
Walentynkowa niespodzianka! :)
Z okazji jutrzejszych Walentynek mam dla was niespodziank odnoszc siE do tego bloga i nie tylko! Ale o tym wiecej dowiecie sie jutro ... ;) Ostatnio nie mam czasu na pisanie rozdziaw, za co najmocniej przepraszam. :( Ten post jest pisany na szybko na phonie. ;o Jednak podejme sie podwojnego ryzyka . ;) Zyczcie mi POWODZENIA! ;) :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)