Jechaliśmy jeszcze przez chwilę. Chłód przenikał mnie co raz bardziej. Zatrzymaliśmy się w odległości około 8 metrów od świecącej się latarni, jedynej wśród mroku. Nie wiedziałam co mam robić. Strach kompletnie zagłuszył moje myśli.
- Zejdź z motoru. - powiedział mężczyzna. - Zamknij oczy.
- Zrobiłam to co mi rozkazał. Chociaż nie wiem po co zamknęłam oczy. Jest ciemno, ja nie zobaczyłabym jego twarzy, a on moich oczu. Po chwili stanął przede mną i zdjął mi z głowy kask.
- Nie opieraj się. - powiedział.
- Nie rozumiem. - powiedziałam totalnie przerażona i w tej chwili poczułam jak zakłada mi jakąś przepaskę na oczy i wiąże z tyłu głowy. - Ale co ty robisz? - powiedziałam.
- Ciii.- Wziął mnie na ręce. - Teraz gdzieś pójdziemy, a ty masz być mi posłuszna i się nie odzywać.
Znowu go posłuchałam. Mimo iż drżałam ze strachu, to w jego ramionach czułam się bezpiecznie. Dziwne. Z jednej strony,chcę wrócić do domu, rodziny, swojego ciepłego łózka, ale z drugiej, chcę by tej nocy jego ciepłe objęcia przykrywały moje zimne, drżące ciało.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego ty mnie porywasz? Co to ci da? - złamałam jego zakaz i zaczęłam pytać. - To bez sensu. - Chłopak zaśmiał się. Skądś znałam ten śmiech.
- Wkrótce dowiesz się wszystkiego.
- Ale po co ci jestem potrzebna? Dlaczego to właśnie ja?
- Hej, hej, hej. Nie rozpędzaj się. To ja tutaj wyznaczam warunki, nie ty! Zapamiętaj to sobie. - powiedział oburzony i zdenerwowany.
- Dobrze. - strach jeszcze bardziej we mnie wszedł.
- Milcz!
Przycisną moje drobne ciało do swojego umięśnionego (co było czuć nawet przez kurtkę) ciała jeszcze bardziej, jakby chciał przelać na mnie to ciepło, które wylewało się z jego środka, mimo tych zimnych i szorstkich słów i zachowań. Ten chłopak jest pełen sprzeczności.
Szliśmy, właściwie tylko on, ze mną na rękach, jeszcze przez przez chwilę, aż położył mnie na gładkim kocu lub czymś podobnym.
- Zamknij oczy. - powiedział.
- Przecież i tak nic nie widzę.
- Zamknij oczy. - powtórzył lecz tym razem w jego głosie było więcej stanowczości, ale i zarazem spokoju, więc go posłuchałam.
Poczułam jak odwiązuje mi chustkę, którą miałam na oczach, ściąga ją... i w tej chwili poczułam, jak bardzo przywiązałam się do tajemniczego chłopaka i że jakaś część mnie nie chce wiedzieć kim tak naprawdę jest ten mężczyzna.. Usłyszałam kroki.
- Otwórz oczy.
Otworzyłam. Siedziałam w piżamie, trzęsąc się z zimna, na dużym, czerwonym kocu pod latarnią. Na kocu spoczywało mnóstwo jedzenia i słodkości, sok, kubki ze słodkimi nadrukami, a obok nich koszyk piknikowy. Z mojej lewej strony, stała ławka, na niej kilkadziesiąt świeczek zapachowych, których czekoladowo-waniliowo-truskawkowa woń unosiła się wokół nas. Do ławki przywiązane były balony w kształcie serca wypełnione helem, były w kolorach pudrowego różu, różu i czerwieni. Nad ławką rosło wielkie drzewo, na którym kwitły różowe kwiaty. Wokół koca i na nim były rozsypane czerwone, różowe, żółte i pomarańczowe płatki róż. A na środku stał wazon, w którym były dwie dojrzałe czerwone róże. Obok niego w miseczce leżały, ładnie poukładane, czerwone truskawki, obok nich w oddzielnej miseczce bita śmietana, a dalej mus czekoladowy... Och, jak tu romantycznie. Dopiero teraz spojrzałam na chłopaka, który siedział na drugim końcu kocu przede mną.obok niego leżała gitara. Jego twarz, którą rozjaśniało światło latarni i lekkie, unoszące się na wietrze, płomyczki świec, nieco mi się rozmazała, ale zaraz obraz się wyostrzył,
- Diego?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz