Gdy już się rozpakowałam postanowiłam iść na spacer. Buenos Aires jest piękne! Jestem tu od kilku godzin, a już kocham to miasto! W pewnym momencie zauważyłam dziewczynę, ubraną w stylu chłopięcym ze skrzynkami w jej małych dłoniach. Miała ich bardzo dużo, co chwilę coś jej z nich wypadało. Postanowiłam podejść do niej i jej pomóc.
- Cześć! Pomóc ci?
- Dlaczego miałabyś mi pomóc? - zapytała rzucając na mnie dziwne spojrzenie.
- Widzę, że sobie nie radzisz.
- Tak, bo ty sobie poradzisz. - powiedziała ironicznie.
- Daj to. - wyciągnęłam ręce do przodu biorąc kilka skrzynek i nagle ugięłam się w dół. Dziewczyna się zaśmiała. - Co w nich jest?
- Narzędzia. Poradzisz sobie, nie złamiesz się gdy będziesz je nieść? - mówiła ciągle jeszcze się śmiejąc.
- Tak poradzę sobie. - powiedziałam, choć pomyślałam całkiem coś innego... - Po co ci aż tle narzędzi?
- Jestem mechanikiem motorowym. - no tak, to wiele wyjaśnia, dlaczego jest tak ubrana i te narzędzia...
- Mechanikiem? - powtórzyłam.
- Tak. Kręcą mnie motory! - zaśmiała się. - Mam na imię Lara.
- A ja Violetta.
- Mhm, jesteś tu nowa? Nigdy cię wcześniej nie widziałam.
- Tak, kilka godzin temu przyleciałam do Buenos Aires.
- Będziesz tu mieszkać?
- Tak :)
- Fajnie ;)
- A gdzie idziemy? - zapytałam.
- Na tor.
- Daleko jeszcze?
- Na pewno sobie poradzisz? - zapytała Lara spoglądając na moje nogi, które uginały się bardziej niż zwykle.
- Tak, tak. - sama nie wierzyłam w to co mówię.
- Pokażę ci chłopaka, który mi się strasznie, od dawna podoba.
- Okey :)
- Tylko ty się w nim nie zakochaj. Haha ! :D - zaśmiała się.
- Jasne, haha :D
- A jesteście razem?
- Niestety nie, jeszcze nie, ale mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. - zaśmiałyśmy się. - A ty masz chłopaka. - zapytała.
- Nie. Mój tata jest tak opiekuńczy, że gdyby się dowiedział, że mam chłopaka to by oszalał.
Szłyśmy przez kolejne 7 minut aż w końcu dotarłyśmy na tor.
- To tutaj, powiedziała Lara kładąc skrzynki. -Moje królestwo, w którym jetem księżniczką. - Popatrzyła na mnie, ledwo żywą dziewczynę z ciężkimi skrzyniami w rękach. - Ooo, a skrzynki połóż tu. - Powiedziała wskazując mi miejsce. Wykonałam polecenie. - Żyjesz jeszcze? - zaśmiała się.
- Chyba, ale nie czuję stóp i rąk... Masakra.
- Haha :D Przeżyjesz - zaśmiałyśmy się. - Wiesz co, fajna jesteś.
- Dziękuję, ty też :)
- Czyżby to twoja nowa pomocnica? - zapytał chłopak idący w naszym kierunki. Wysoki brunet o nieziemsko pięknym piwnym spojrzeniu. Gdy nasze oczy się spotkały, zamarłam, czas jakby przestał płynąć, a moje serce uderzało kilka razy na sekundę. - Ze spódnicą na tor raczej się nie chodzi. - mówił ironicznie śmiejąc się. Słodki jest. Violetto nie palnij głupstwa!
- Leon! - Lara szturchnęła go w bok po przyjacielsku. - Nie żartuj sobie. Okey więc, Violetta to Leon, Leon to Violetta.
- Cześć. - powiedział, patrzył na mnie cały czas, a jego oczy błyszczały jak miliony diamentów.
- Cześć. - ledwo z siebie wydusiłam te słowa. Leon... Leon... powtarzałam cały czas w głowie. Nie odrywałam od niego wzroku, a on ode mnie.
- Więc... Będziesz pomagać Larze? - zapytał chłopak, jakby z nadzieją, że odpowiem tak,
- Nie, nie. Zobaczyłam ją i pomogłam zanieść jej skrzynki.
- Ooo, musisz być silna.
- Nie no, co ty. - zarumieniłam się. Zresztą, od początku gdy go zobaczyłam, czułam, że moje policzki przybrały kolor dojrzałych poziomek.
- Violetta jest tu nowa, dzisiaj przyleciała do Buenos Aires. - wtrąciła Lara.
- Serio? Może oprowadzę cię po mieście, pokażę ci najfajniejsze miejsca? - spytał Leon, znów z iskrzącą się nadzieją w jego brązowych oczach. I już miałam odpowiedzieć tak, ale...
- Nie! Ja już obiecałam to Violi, chcemy się lepiej poznać. Ja ją oprowadzę! - krzyknęła Lara kłamiąc, nic mi nie obiecywała. Oczy Leona nagle straciły iskrę nadziei, która tak ładnie współgrała z diamentowym spojrzeniem.
- Ahh, więc wy się dopiero dziś poznałyście? - zapytał chłopak ze smutną miną.
- Tak, tak. Ale może innym razem mi pokażesz jakieś miejsca? Hmm? - tym razem to ja zapytałam czekając na jego głośne i radosne "TAK!"
- Tak, nie ma sprawy! - powiedział chłopak uśmiechając się. - To może ja już pójdę, a wy sobie pogadajcie. - I odszedł tak szybko, że nie zdążyłam powiedzieć mu pa, tylko patrzyłam na jego oddalającą się sylwetkę. Chyba się zakochałam.
Popatrzyłam na Larę, która wydała się smutna i nieco zdenerwowana.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Nie, nie ważne.
- Na pewno.
- Tak, na pewno, coś po prostu mi się przypomniało... - niezbyt jej wierzyłam, znam ją od dziś, ale widziałam, że coś ją gryzie.
- Okey, to pokaż mi chłopaka, który ci się tak strasznie podoba! - krzyknęłam chcąc poprawić jej czymkolwiek humor.
- To był on. Leon, on mi się podoba, ale pewnie nie zwróci na mnie uwagi. - powiedziała smutno Lara.. Ale jak to Leon?! Nie! A mało co i powiedziałabym jej jaki on jest słodki i że chyba się zakochałam w nim, ale ta jej smutna mina. Ale dlaczego to musiał być Leon? Dlaczego to ja i Lara musiałyśmy się w nim zakochać?
- Aaale dlaczego? Dlaczego ma nie zwrócić na ciebie uwagi?
- Widziałam jak na siebie patrzyliście, na mnie nigdy tak nie spojrzał, jego oczy iskrzyły się jak nigdy gdy cię zauważył, uwierz mi, znam go od dawna, a nigdy tak nie patrzył na kogoś jak na ciebie. - gdy Lara to powiedziała poczułam się jakbym latała pośród chmur. Leon się we mnie zakochał?! Ja i Lara w nim... bez sensu...
- No weź, na pewno w tym spojrzeniu nie było nic wyjątkowego. - próbowałam ją pocieszyć, kłamiąc.
- Podoba ci się Leon? - zapytała dziewczyna ze spojrzeniem przelanym smutkiem, widziałam w nim, że czekała na odpowiedź, która brzmi "Nie"...
_______________________________________________________________________
Myślę, że drugi rozdział jest lepszy, ale to WY to ocenicie :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz